NBA
piątek, 21 stycznia 2011

Już niemal wszystkie zespoły rozegrały przynajmniej połowę spotkań w tym sezonie (oprócz Indiany, Milwaukee, Phoenix, Sacramento) więc postanowiłem podsumować ten pierwszy okres w NBA. Na początek ranking drużynowy (, później nagrody indywidualne. Chciałbym zaznaczyć, że jest to moje autorskie zestawienie nie zależne tylko i wyłącznie od bilansu wygranych i porażek. Pod uwagę brałem postęp jaki zrobiła drużyna w tym sezonie oraz jakie są szanse na rozwój w przyszłości, ale także oczywiście postawę w tegorocznych rozgrywkach.

Ze względu na awarię internetu dziś tylko pierwsza dziesiątka. W weekend wrzucę kolejne zespoły i nagrody indywidualne.

1. San Antonio Spurs (36-6)

Jednym z głównych czynników tego, że Spurs są najlepszą ekipą w NBA jest świetna postawa Manu Ginobiliego (18.9 pkt., 4.7 ast., 4.0 zb. w 31.6 minut). „Ostrogi” są jednak chyba najbardziej zbilansowaną drużyną w lidze. Niemal każdy zmiennik, który wchodzi z ławki jest w stanie dać tyle ile daje podstawowy gracz. Mimo osłabienia roli Tima Duncana (29.4 min., 13.6 pkt., 9.5 zb.) Parker i Ginobili są w stanie wziąć na siebie ciężar wygrywania. Zresztą ciężko mówić o mniejszej roli Duncana, który zwyczajnie nie musi grać tyle co dawniej bo zespół gra zaskakująco dobrze i weteran może spokojnie czekać na play-offs.

George Hill jest objawieniem jeśli chodzi o grę w obronie, Matt Bonner trafia 50% rzutów za trzy. Richard Jefferson powrócił do swojej starej skuteczności zza łuku i stanowi ponownie zagrożenie w ofensywie i właśnie „trójki” stanowią zabójcza broń SAS w tym roku. Tylko Warriors trafiają więcej rzutów za trzy (GSW 40.6%, SAS 39.9%).

MVP: Manu Ginobili

MIP: George Hill

ROY: Gary Neal

Rozczarowanie: DeJuan Blair

2. Boston Celtics (32-9)

Obecny sezon ma być ostatnim podrygiem jedynego zespołu w historii, w którym podczas jednego meczu zagrali czterej zawodnicy z minimum 20 tys. punktami rzuconymi w karierze (Pierce, O’Neal, Allen, Garnett). Ten „łabędzi śpiew” może okazać się mistrzowski patrząc na dojrzałość tej ekipy. Dodając do tej czwórki genialnego „Generała” Rajona Rondo i rozgrywającego najlepszy sezon w karierze „Big Baby” Davisa mamy mieszankę wybuchową. Jedynym problemem mogą być kontuzje, ale póki co te groźniejsze omijają ich szerokim łukiem (Rondo, Garnett, O’Neal byli kontuzjowani, ale nie bardzo poważnie), a nawet mimo nieobecności któregoś z podstawowych graczy C’s wygrywają. Niepokoić może ostatnia pozycja w lidze w ilości zbieranych piłek (38.2 zb/mecz), ale Shaq młodszy ani lżejszy już nie będzie. Dzięki Rondo (13.2 ast./mecz) Celtics są najlepiej podającym zespołem w NBA. Jeśli team Riversa drugą połowę sezonu rozegra na takim poziomie jak pierwszą to w stosunku do sezonu 2009/10 (50-32) poprawiliby się aż o 14 wygranych.

MVP: Kevin Garnett

MIP: Glen Davis

ROY: Semih Erdem

Rozczarowanie: Jermaine O’Neal

3. Chicago Bulls (29-14)

Derrick Rose w swoim trzecim sezonie w karierze gra najlepsza koszykówkę w życiu. Zmienił swoją grę w sposób znaczący. Oddaje o wiele mniej rzutów spod kosza (5.3/mecz) choć i tak plasuje go to na 13. pozycji w lidze w tym względzie. Zdecydowanie poprawił rzut za trzy. W karierze rzucał zza łuku ze skutecznością 24.2%, natomiast w tym sezonie jest to już bardzo przyzwoite 37.6%. Bulls swoją obecną formę złapali w momencie powrotu Carlosa Boozera do gry (obecnie ponownie pauzuje). Zauważyć trzeba, że tak świetne wyniki Bulls notują bez Joakima Noah. Siła podkoszowa „Byków” jest bardzo duża. Poza Boozerem i Noah, świetny sezon rozgrywa weteran Kurt Thomas. Tym samym Chicago jest trzecim najlepiej zbierającym teamem w NBA (44.1 zb./mecz). Brian Scalabrine rozegrał dotychczas w barwach ‘Byków” 13 spotkań. Średnio w 6 minut zdobywa 1.2 punktu

MVP: Derrick Rose

MIP: Taj Gibson

ROY: Omer Asik

Rozczarowanie: brak

4. Los Angeles Lakers (31-13)

Obrońcy tytułu spisują się zdecydowanie poniżej oczekiwań. To miał być łatwy sezon zakończony trzecim z rzędu tytułem. Podopieczni Pila Jacksona ewentualnie dopiero w finale mieli spotkać pewne problemy ze strony Heat lub Celtics. Tymczasem wygląda na to, żeby awansować do ostatecznych gier „Jeziorowcy” będą potrzebowali więcej energii niż w poprzednich latach. Na początku rozgrywek wydawało się, że to Pau Gasol będzie liderem LAL w tym sezonie. Szybko jednak wszystko wróciło do normy mimo „mniejszych minut Kobe’go. On jednak swoje prawdziwe „ja” ma pokazać w play-offs. Lakers zbierają aż 44.4 piłek na mecz co jest drugim wynikiem w NBA.

MVP: Kobe Bryant

MIP: Większość zawodników notuje raczej regres.

ROY: Derrick Caracter

Rozczarowanie; Derek Fisher (2.8 ast. to już wynik tradycyjny, ale i tak za każdym razem mnie zaskakuje), Ron Artest.

5. Miami Heat (30-13)

“Big Three” funkcjonuje od pewnego czasu doskonale. Jest tylko jeden mały problem. Kiedy trójki wypada choć jedno ogniwo (jak ostatnio najpierw LeBron, a następnie Bosh) z drużyny walczącej o tytuł zostają strzępy. Ostatnie cztery mecze – cztery porażki. Joel Anthony mimo ostatniego rekordu kariery w zbiórkach (16) i Zydrunas Ilgauskas pod koszami to najlepsza szansa dla rywali, aby dominować w meczach z Heat. Eric Dampier również nie zmienił znacząco tej sytuacji, a mimo to Miami ma piątą najlepsza obronę w NBA (93.7 traconych punktów). Profil drużyny przedstawia jednak pozycja w lidze pod względem asyst (19.6 ast./mecz – 27.miejsce). LeBron i Dwayne do tej pory nie mogą do końca się zgrać co oczywiście było wiadome. Zapewne do końca sezonu zajmie im zgrywanie się, ale indywidualne popisy stanowią o sile tego zespołu.

MVP: LeBron James

MIP: James Jones

ROY: brak

Rozczarowanie: gracze podkoszowi

6. Dallas Mavericks (27-15)

Tak wysoko mimo ostatnich siedmiu porażek z rzędu. Bardzo dobry początek sezonu i doskonała gra Nowitzkiego. Późniejsza kontuzja Niemca pokrzyżowała nieco plany Mavs, ale Dirk już powrócił do składu i spodziewam się powrotu do czołówki. Najnowszym hitem jest pozyskanie Peji Stojakovica. Słyszałem wiele sceptycznych głosów dotyczących tego transferu, wydaje mi się jednak, że doświadczony strzelec dystansowy może dać kolejną opcję w ataku i zwiększyć różnorodność wśród skrzydłowych. Warunkiem powodzenia jest oczywiście zdrowie, ale w play-offs każdy weteran jest na wagę złota. Idealnym uzupełnieniem składu okazał się Tyson Chandler dający tak potrzebną energię i siłę podkoszową. Problemem może okazać się brak zastępcy dla kontuzjowanego Carona Butlera. Władze klubu szukają następcy ponieważ Butler wróci dopiero na play-offs, a nie wiadomo jaki jest stan zdrowia Stojakovica.

MVP: Dirk Nowitzki

MIP: Tyson Chandler

ROY: Dominique Jones

Rozczarowanie: kontuzje

7. Orlando Magic (27-15)

Dwight Howard pewnie zmierza po czwarta nagrodę dla najlepszego obrońcy w lidze, a Magic mają siódmą obronę w lidze (94.7 pkt/mecz). Zespół SVG wydaje się, że zyskał na pozyskaniu Turkoglu i Richardsona. Turek powrócił tu gdzie czuje się najlepiej i gra bardzo dobrze od momentu ponownego pojawienia się na Florydzie. Traci na tym niewątpliwie Jameer Nelson ponieważ Hedo uwielbia mieć piłkę w rękach i nawet poprawił swój rekord asyst w jednym z meczów. Nabytek Magic rozumie się doskonale z Howardem, który dzięki pracy z Hakeemem Olajuwonem przed sezonem bardzo wzbogacił swój repertuar zagrań w ataku dzięki czemu jest jednym z kandydatów do tytułu MVP w tym sezonie. Przestał popełniać także głupie faule i tak naprawdę brakuje mu tylko w drużynie kogoś kto byłby w stanie zastąpić go w każdym meczu na kilka minut jak robił to wcześniej Marcin Gortat. Na odejściu Gortata i Rasharda Lewisa zyskał Brandon Bass. Silny skrzydłowy rozgrywa swój życiowy sezon po tym jak w poprzednim wyleciał z rotacji trenera Van Gundy’ego.

MVP: Dwight Howard

MIP: Brandon Bass

ROY: brak

Rozczarowanie: Gilbert Arenas

8. Oklahoma City Thunder (27-15)

Thunder mimo krytyki , która leje się w ich stronę z wielu stron są cztery zwycięstwa do przodu w porównaniu z poprzednim sezonem. Sezonem, w których byli największą rewelacja ligi. Swoją gra obecnie potwierdzają przynależność do czołówki. Kevin Durant ponownie jest najlepszym strzelcem ligi, a Russell Westbrook stał się głównym dowodzącym maszyny pod nazwą „Thunder”. Pięknie rozwija się Serge Ibaka 910 pkt., 6.8 zb. w 28 minut) i pojawia się tu pytanie dlaczego gra tak niewiele i jako rezerwowy. James Harden po średnim debiutanckim sezonie imponuje już nie tylko swoją brodą, ale efektowna i szczególnie efektywną grą. Thunder tradycyjnie mają świetny atak (6. miejsce w lidze), ale niepokojąca jest liczba traconych przez nich punktów (102.0 pkt./mecz)

MVP: Russell Westbrook

MIP: Serge Ibaka i James Harden

ROY: brak

Rozczarowanie: Nenad Krstic

9. Atlanta Hawks (28-15)

Al Horford z sezonu na sezon staje się graczem kompletniejszym. Obecnie jego średnie kształtują się w okolicach 16 pkt. i 10 zb i trafia aż 57% rzutów z gry. Kwestią czasu stanie się kiedy będą to liczby 20/10. Hawks pod wodza jego i Josha Smitha (wielki plusa za skuteczność rzutów z dystansu) kolejny sezon grają szaloną koszykówkę. Brakuje jednak skutecznego wykonania bo „Jastrzębie” mają zaledwie 18. atak w lidze (98 pkt./mecz). Problemem są także zbiórki (24. miejsce w lidze) co wydaje się dziwne przy Horfordzie i Joshu. Joe Johnson po podpisaniu maksymalnego kontraktu nie zaczął nagle grać jak Kobe lub LeBron, ale zdobywa swoje punkty (19.6) i trafia decydujące rzuty w końcówkach czego się od niego oczekuje. Hawks jednak raczej nie mają co liczyć na więcej niż druga runda play-offs z takim rozrywającym jak Mike Bibby.

MVP: Al. Harford

MIP: Al Horford

ROY: Jordan Crawford

Rozczarowanie: Mike Bibby

10. New York Knicks (22-19)

Knicks mają drugi atak (107.1 pkt./mecz) i 28. obronę (106.6 traconych punktów) w lidze. Początek sezonu dawał nadzieję na nowych „Suns” z najlepszych lat. Ostatnio jednak Knicks jakby przycichli. Dużą rolę odgrywa zmęczenie ponieważ trener D’Antoni gra zazwyczaj ledwie ośmioosobową rotacją. Amare Stoudemire znalazł chyba swoje miejsce na ziemi, a jego wspólna gra z Raymondem Feltonem (17.6 pkt., 8.8 ast.) jest kwintesencją taktyki trenera Mike’a. Stoudemire bije wszelkie rekordy strzeleckie Knicks. Świetny sezon rozgrywają także Gallinari i Handler, a Landry Fields jest największym zaskoczeniem sezonu zaraz za postawą Clippers. Rookie wybrany w drugiej rudzie Draftu jest bardzo dobrym obrońcą oraz świetnie zbiera, a jak trzeba potrafi rzucić sporo punktów. Problemem NYK będzie zdecydowanie zmęczenie spowodowane „krótką” ławka rezerwowych. Siedzi na niej najlepszy strzelec za trzy w NBA w tym sezonie Shawne Williams. Człowiek znikąd trafia aż 54% rzutów zza łuku.

MVP: Amare Stoudemire

MIP: Raymond Felton

ROY: Landry Fields

Rozczarowanie: Anthony Randolph

 

Zapraszam na następne części.

czwartek, 20 stycznia 2011

Phoenix Suns wygrali czwarte spotkanie z rzędu co jest ich najdłuższą serią w tym sezonie. "Słońca" pokonały Cleveland Cavaliers 106-98. Porażka Cavs przedłużyła serię przegranych tego zespołu do 14 i z bilansem 8-33 są oni najgorszą drużyną w lidze. "Kawalerzyści" przegrali także 24 z ostatnich 25 meczów, a w tym sezonie mogą zostac pierwszym zespołem w historii, który po zanotowaniu najleszego bilansu w lidze w minionym sezonie w następnym zaliczy najgorszy.

Bardzo ważną rolę w pokonaniu Cavs odegrał Marcin Gortat, który dzięki 16 punktom wyrównał swój rekord kariery w tym elemencie. Dodatkowo Polak zanotował 12 zbiórek i 3 bloki, a wszystko to w 27 minut spędzonych na parkiecie. Kiedy Marcin przebywał na boisku Suns byli rekordowe 24 punkty na plusie. Gortat z każdym meczem lepiej współpracuje z rozgrywającymi Suns czyli Steve Nashem i Goranem Dragiciem. Podkreślali to podczas transmisji na League Pass komentatorzy ze Stanów mówiąc, że nasz jedynak w NBA bardzo szybko uczy się wspólnych zagrywek z tymi zawodnikami. Szczególnie pick&rolle wychodzą im coraz lepiej. Oczywiście trzeba powiedzieć sobie otwarcie, że najlepszy wsytęp w tegorocznych rozgrywkach Gortat zaliczył w meczu z osłabioną brakiem kilku graczy najsłabszą ekipą w NBA. 

Liderem Suns w tym meczu był Grant Hill, który pierwszy raz od 2007 roku zdobył w trzech kolejnych grach przynajmniej 20 punktów. Tym razem jego dorobek to 27 punktów (10-18 FG, 7-7 FT) i 12 zbiórek. Weteran trafił rzut z półdystansu w ostatniej sekundzie akcji na 95-90 kiedy Cavs niebezpiecznie się zbliżali.

Niezwykle ważnym rzutem popisał się także Vince Carter, dla którego była to jedyna celna próba tego wieczoru. Vinsanity trafił za trzy po podaniu Nasha na 2;35 przed końcem dając prowadzenie Suns 100-92. W całym meczu zdobył 3 pkt.(1-6 FG), 8 zb., 4 ast., 3 prz.

Z 40 trafionych przez graczy Phoenix rzutów aż 29 było asystowanych. Steve Nash zaliczył 15 punktów i 15 asyst (aż 8 w pierwszej kwarcie) świetnie współpracując z Hillem i Gortatem.

Najlepszymi graczami Cavs byli Antawn Jamison23 pkt., 6 zb.) i JJ Hickson, który zaliczył 16 pkt. i 15 zb. 19 punktów zdobył Ramon Sessions dodatkowo rozdając 8 asyst.

Dzięki tej wygranej Suns zbliżyli się do zajmujących ósme miejsce na Zachodzie Blazers na dwa zwycięstwa różnicy.

środa, 19 stycznia 2011

Atlanta Hawks (28-15) - Miami Heat (30-13) 93-89 (OT)

* Heat przegrali czwarte kolejne spotkanie po tym jak wcześniej wygrali w 20 z 21 meczów. Dla Hawks było to 9 zwycięstwo w 11 meczach.

* Miami przystapiło do meczu bez kontuzjowanego Chrisa Bosha co zmusiło Erica Spoelstrę aby powrócił do ustawienia z Joelem Anthonym w pierwszej piątce

* Anthony zastapił Bosha, a Zydrunas Ilgausakas (2pkt., 1 zb., 13 min.) ma pewne miejsce w wyjściowym składzie. Litwin w ostatnich pięciu meczach (łącznie z dzisiejszym) zdobył 4 punkty. Mimo "dwóch wież" pod koszem Heat w pierwszej kwarcie z pomalowanego zdobyli ledwie dwa punkty przy dwunastu Hawks. Krótko kryty i podwajany przez wysokich Joe Johnson oddawał piłke Alowi Horfordowi, który trafiał bez problemu w tej części gry i Joshowi Smithowi.

* Pierwsza ćwiartka zakończyła się tragicznie dla Miami, a dokładniej porażką 11-19. Wyraźnie brakowało możliwości grania przez wysokich graczy, a LeBron z D-Wade nie trafiali prawie żadnego rzutu. Hawks dobrze ustawiali się w obronie wymuszając na gospodarzach rzuty na siłę przez ręce. W tej częsci gry cała drużyna z Florydy trafiła tylko 4 rzuty z gry na 9, a duet Wade-James spudłował 11 z 13 rzutów

* Od drugiej kwarty "Big Two" rozpoczęli właściwie we dwójkę pościg za "Jastrzębiami" i po runie 16-2 od stanu 17-30 wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Do przerwy gospodarze prowadzą 35-34, ale wynik i gra defensywna zdecydowanie w europejskim stylu

* LeBron przez całe spotkanie toczył pojedynki po jednej i drugiej stronie parkietu z Joshem Smithem, który w tym meczu przycmił lidera Hawks mimo skromniejszych zdobyczy. Josh nie pozwalał na wiele LeBronowi w ataku, rzadko dawał mu szansę na punkty z pomalowanego. Większość jego zdobytych w ten sposób punktów to te po kontraktakach.

* W trzeciej kwarcie kostkę skręcił Al Horford i do końca spotkania nie powrócił już na parkiet. Wcześniej udało mu się zaliczyć 6 punktów i 9 zbiórek

* na 4:25 przed końcem meczu Heat osiągnęli swoja największą przewagę w tym dniu. Prowadząc 70-64 po punktach Wade'a Heat nie potrafili uspokoić swojej gry i Hawks szybko ich za to skarcili kiedy "trójki" zaczął trafiać Mike Bibby (15 pkt., 4-10 3PM, 0 ast.)

* Maurice Evans (11 pkt., 5 zb.) doprowadził do remisu po 72, po czym Josh Smith przechwycił piłkę od Wade'a i faulowany trafił dwa rzuty osobiste. W następnej akcji Wade ponownie traci piłkę i fauluje Bibby'ego, który zdobywa tylko punkt (75-72)

* Kolejne pięć punktów zdobywa James i przed ostatnią akcją w regulaminowym czasie gry to Heat wygrywają 77-75. Joe Johnson w takich momentach w ostatnich dniach jednak nie zawodzi i dporowadza do remisu. Miami mogło ten mecz jeszcze wygrać, ale podczas rozgrywania ostatniej akcji zabrakło pomysłu i Bron musiał oddać nieprzygotowany rzut za trzy.

* Wielką pracę pod koszami tym razem wykonał ten, od którego nikt tego nie oczekiwał. Joel Anthony częściej ostatnio wyśmiewany zanotował swój rekord kariery w liczbie zbiórek (16) i jak się okazało jest jedynym graczek w historii NBA, który zanotował tyle zbiórek, a nie oddał ani jednego rzutu w meczu. Anthony zablokował także 3 rzuty rywali

* W dogrywce Hawks rozpoczęli od pięciu punktów Maurice Evansa, któremu odpowiadał LeBron James. W samej dogrywce King James zdobył 10 ze swoich 34 punktów i trafił dwie z zcterech "trójek" mimo wczesniejszych ośmiu pudeł. Jednak to pudło w dogrywce zza linii było tym najważnijeszym. Znów jak pod koniec regulaminowego czasu Heat nie mieli pomysłu jak rozegrać akcję przy stanie 89-91 i Bron rzucał zupełnie nieprzygotowany

* W odpowiedzi dwa punkty z linii dołożył Joe Johnson i Atlanta mogła cieszyć się z wygranej. Johnson w całym spotkaniu zaliczył 19 punktów, 10 asyst i 5 zbiórek. Mimo rozregulowanego celownika (9-24 FG) trafiał najważniejsze rzuty i przyczynił się w wielkim stopniu do tej wygranej

* James razem Wadem (27 pkt., 6 zb.) spudłowali aż 31 z 50 oddanych przez tą dwójkę rzutów z gry. Obaj stracili dodatkowo po sześc piłek. Jedynie często wędrowali na linię rzutów osobistych co w pewnym momencie meczu okazało się jedynym skutecznym sposobem na zdobywanie punktów przeciwko Hawks. Hawks w całym spotkaniu na linii stawali 14 razy, Heat natomiast 29.

* Josh Smith zgromadził w meczu 15 puntów, 12 zbiórek, 3 przechwyty i 2 asysty. Match-up James - Smith może być jednym z ciekawszych jeśli oba zespoły trafią na siebie w playoffs na co jest duża szansa

wtorek, 18 stycznia 2011

Derrick Rose i Russell Westbrook zostali wybrani przez NBA Graczami Tygodnia za okres od 10 do 16 stycznia.

Rose poprowadził Bulls w minionym tygodniu do bilansu 3-1. Przyczynił się do zwycięstw nad Pacers, Pistons i Heat, a jedyna porażkę "Byki" poniosły 12 stycznia z Bobcats. Rose notował w tych spotkaniach średnio 27.3 pkt., 6.8 ast., 5.3 zb. na mecz.

Westbrook poprowadził Thunder do dwóch wygranych z Rockets i Magic. Jego średnie z tych dwóch meczów ocierają sie o triple-double i wynoszą 27.5 pkt., 13.0 ast., 9.0 zb. w meczu.

Dla Rose'a jest to drugie takie wyróżnienie w tym sezonie, natomiast dla gracza Oklahomy już trzecie.

Martin Luther King Day ciągle trwa więc strzeszczam kolejną porcję wydarzeń z NBA.

Blake Griffin pobił swój rekord kariery i ustanowił najlepszy wynik sezonu zdobywając 47 punktów (19-24 FG, 9-11 FT) w meczu przeciwko Pacers. Młody skrzydłowy do zdobyczy punktowych dołożył 14 zbiórek i tym samym zanotował 27. double-double z rzędu. Clippers pokonali Pacers 114-107 co jest ich 10. zwycięstwem w ostatnich czternastu spotkaniach. Rookie z Los Angeles wprowadza Clippers na coraz wyższy poziom. Od początku jego przygody z NBA wszyscy spodziewali się, że będzie ważnym ogniwem tej drużyny i kandydatem do tytułu ROY. Jego dotychczasowe osiągnięcia przechodzą wszelkie oczekiwania, a sposób w jaki Blake dominuje swoich rywali budzi podziw nawet największych sceptyków ekipy, która od zawsze była pośmiewiskiem ligi. Od kilku tygodni nikt nie pozwoli sobie zlekceważyć Clippers ponieważ patrząc na tempo rozwoju tego zespołu nikt nie wykluczy udziału w grach posezonowych już w tym roku.

23 punkty dla drużyny z Kalifornii zdobył Eric Gordon, a 14 punktów i 12 asyst zanotował Baron Davis.

W zespole z Indiany dwóch graczy zdobyło przynajmniej 30 punktów. Danny Granger zaliczył 32 "oczka" (9-16 FG, 4-6 3PM), a Darren Collison 30 i 8 asyst.

Najlepszy debiutant poprzedniego sezonu Tyreke Evans (16 pkt., 5 zb., 3 ast., 3 prz.) nie poprowadził Sacramento Kings do dziesiątej wygranej w sezonie. Tym razem "Królowie" polegli w Atlancie z miejscowymi Hawks 98-100.

Zwycięstwo "Jastrzębiom" zapewnił grający najlepszy mecz w sezonie Joe Johnson (36 pkt., 6 ast., 5 zb.) po trafieniu dwóch rzutów osobistych na 0.8 sek. przed końcem. Johnson faulowany przy próbie rzutu przez Evansa nie zawiódł na linii i takimi meczami udowadnia niedowiarkom, że jego maksymalny kontrakt nie był przypadkiem. King próbowali jeszcze wyrównać, ale podający piłkę z autu DeMarcus Cousins (20 pkt., 8 zb., 2 blk.) wyrzucił ją poza boisko.

Niesamowicie efektowny mecz zaliczył także Al Harford, a jego dorobek w tym meczu to 23 punkty, 9 zbiórek, 7 bloków (rekord kariery) i 6 asyst. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na jeden fakt związany z Hawks. Josh Smith (19 pkt., 10 zb., 4 ast., 2 blk.) rozgrywa świetny sezon, a duży wpływ na jego progres ma skuteczność rzutów za trzy. W poprzednim sezonie Smith postanowił przestać rzucać zza łuku po tym jak we wcześniejszych sezonach trafiał ze skutecznością grubo poniżej 30%. Miniony sezon zakończył z zaledwie siedmioma próbami i ani jednym celnym rzutem. Obecny sezon jest jednak przełomowy. Josh rzuca dość często (78 razy w 41 meczach), ale trafia aż 37.2% "trójek" co stanowi dla niego bardzo dobry wynik i wpływa pozytywnie na udany sezon.

76ers pokonali po dogrywce Bobcats 96-92. Lou Williams rzutem za trzy doprowadził do remisu w regulaminowym czasie gry. Tam decydujący cios zadał Andre Iguodala na 37 sekund przed końcem trafiając z szóstego metra. Iguodala zanotował 16 punktów, 10 zbiórek i 6 asyst, a Williams 23 punkty.

W ekipie gości triple-double zanotował Boris Diaw (25 pkt., 11 ast., 11 zb.).

Hornets wygrali z Raptors 85-81, a najlepszym zawodnikiem był David West zdobywca 23 punktów i 10 zbiórek. West trafił decydujący rzut przy stanie 83-81.

17 punktów dla gospodarzy w 27 minut rzucił Jarret Jack oddany przez Raptors w wymianie z Hornets. 17 punktów i 16 zbiórek dodał Emeka Okafor.

Jose Manuel Calderon w kolejnym meczu zanotował ponad dziesięć asyst (13), ale tym razem nie zdobył żadnego punktu (0-5 FG) oraz stracił aż 7 piłek

Mavericks przegrali ponownie mecz po powrocie Dirka Nowitzkiego. Niemiec zdobył 32 punkty (10-17 FG, 8-8 FT) oraz zanotował po 5 asyst i zbiórek, a Dallas przegrało z Pistons 89-103. Dla Mavs była to już szósta porażka z rzędu. Podobny statystycznie występ do Calderona zaliczył Jason Kidd rozdając 13 asyst i nie trafiając żadnego z siedmiu rzutów z gry. Mecz zakończył z zerowym dorobkiem punktowym i 3 stratami.

W składzie Pistons ponownie zabrakło Ripa Hamiltona, który jest już prawdopodobnie gotowy do transferu. 20 punktów dla Detroit zdobył Rodney Stuckey, a 16 pkt., 9 zb., i 4 prz. zaliczył debiutant Greg Monroe.

Rockets przerwali serię czterech porażek z rzędu po wygranej we własnej hali z Bucks 93-84. 36 punktów dla wygranych zdobył Kevin Martin. 19 punktów i 14 zbiórek zapisał na swoim koncie Luis Scola.

Dla pokonanych 14 punktów i 11 zbiórek zanotował wchodzący z ławki rezerwowych Drew Gooden. "Kozły" przegrały 11. z rzędu mecz w Houston, a z ostatnich dziesięciu spotkań w tym sezonie polegli w aż ośmiu.

Rockets pierwszy raz od 12 meczów zatrzymali swoich rywali poniżej 100 rzuconych punktów.


poniedziałek, 17 stycznia 2011

Phoenix Suns (18-21) - New York Knicks (22-18) 129-121

* Suns wygrali trzecie spotkanie z rzędu i jest to ich najlepsza seria od momentu transferu Cartera, Gortata i Pietrusa

* Vince Carter rozegrał najlepszy mecz w barwach "Słońc" zaliczając 29 punktów (11-20 FG), 12 zbiórek i 4 asysty. W pierwszej kwarcie kiedy Vinsanity zdobył 15 "oczek" przekroczył liczbę 20 000 punktów zdobytych w karierze.

* Suns prowadzili po pierwszej kwarcie 39-30, a w pewnym momencie już nawet różnicą 12 punktów. W drugiej kwarcie trener D'Antoni wystawił do gry niski skład bez nominalnego centra i silnego skrzydłowego i ta taktyka dała efekt w postaci doprowadzenia przez Knicks do remisu po serii czterech celnych rzutów za trzy. NYK zmuszeni byli do grania niską piątką ponieważ kontuzji nabawił się Ronny Turiaf i w składzie Nowojorczyków obecnie nie ma wartościowego środkowego. Na szczęście dla D'Antoniego do składu po sześciu meczach pauzy powrócił Danilo Gallinari i spisał się bardzo przyzwoicie zdobywając 17 punktów w 31 minut. Podczas gdy Knicks grali small-ball na parkiecie w barwach Suns biegał Marcin Gortat (6 pkt., 7 zb., 2 ast., 19 min.) i miał wielkie problemy aby nadążyc za najwyższym wśród NYK Wilsonem Chandlerem (23pkt., 5 zb.). Do przerwy gospodarze prowadzili 64-61 i ten pokazuje, że obrona w tym meczu była tylko dodatkiem do całośći. Właściwie można śmiało powiedzieć, że obrona w tym meczu nie istniała.

* Na początku drugiej połowy Suns wyrównali stan meczu by po chwili prowadzić  sześcioma punktami głównie dzięki dobrej w tej części gry postawie Cartera, Robina Lopeza (12 pkt, 2 zb., 17 min.) i Granta Hilla. Taką właśnie przewagę mieli podopieczni Alvina Gentry przed rozpoczęciem ostatniej odsłony.

* W czwartej kwarcie Knicks ponownie zaczęli grać niskim składem, ale tym razem wspomagał go Amare Stoudemire. Szkoleniowiec Suns nie popełnił jednak ponownie błędu z drugiej kwarty i tym razem wystawił na przeciw również "mały" skład z Hakimem Warrickiem. NYK mimo wszystko na moment objęli prowadzenie (101-100) by niedługo potem remisować po 106. Chwilę później nastąpił decydujący moment w meczu. Suns zdobyli 13 punktów przy 4 Knicks i po "trójce" Channinga Frye (18 pkt.) prowadzili 119-110 i mecz można było uznać za skończony

* Hakim Warrick był jednym z bohaterów tego meczu kiedy w ostatniej kwarcie zdominował grę pod koszami. W sumie zanotował 9 punktów i 6 zbiórek w 17 minut. Problemy z przepchnięciem go pod tablicami miał nawet grający świetnie Amare Stoudemire (41 pkt., 15-25 FG., 6 zb.). STAT był nie do powstrzymania dla Gortata i Lopeza jednak w najważniejszych momentach spotkania kiedy "Słońca" odskakiwały jakby gdzieś zniknął i zabrakło wtedy jego punktów. Był to dla niego 25. mecz z rzędu z przynajmniej dwudziestoma punktami.

* Steve Nash był bliski zanotowania kolejnego triple-double. Zaliczył 15 punktów, 11 asyst i 8 zbiórek. W końcówce celnie wykonywał rzuty osobiste nie pozwalające Knicks odrobić straty. Grant Hill natomiast ponownie udowadnia, że wiek w NBA nie ma znaczenia. Tym razem udało mu się zgromadzić 25 punktów i 6 zbiórek

Ważniejsze wydarzenia innych meczów Marin Luther King Day rozgrywanych przed północą:

* Wizards pokonali Jazz 108-101. Dla graczy ze stolicy jest to czwarta z rzędu wygrana na własnym parkiecie i pierwsza w sezonie seria dwóch wygranych pod rząd.

* John Wall zdobył 19 punktów i zanotował swój najlepszy wynik w karierze rozdając 15 asyst (aż 10 w pierwszych 18 minutach meczu)

* Rashard Lewis (13 pkt., 8 zb.) zanotował podczas tego spotkania 5000. zbiórkę w karierze

* Deron Williams zaliczył 28 punktów i 11 asyst dla Jazz i już od 45 meczów notuje na swoim koncie double figures

* Derrick Rose zanotował swoje pierwsze triple-double w karierze, a Bulls wygrali 96-84 z Grizzlies. W barwach drużyny z Chicago zabrakło silnego skrzydłowego Carlosa Boozera z powodu kontuzji lewej kostki. Trener Tom Thibodeau obchodził dziś 53. urodziny

* Dorobek Rose'a zgłaszającego coraz większe aspiracje do nagrody MVP tego sezonu to 22 punkty, 12 asyst i 10 zbiórek. Rozgrywający "Byków" dokonał tego wyczynu w mieście gdzie rozwijał swoje umiejętności na miejscowym Uniwersytecie

* Rose'a wspomagał udanie Kyle Korver zdobywając 22 punkty i trafił 6 z 10 rzutów za trzy

* Lider Memphis Rudy Gay zdobył zaledwie 9 punktów (1-10 FG) w 36 minut i zupełnie nie dawał sobie rady w obronie z zawodnikami Bulls

P.S.

Ciekawe czy John Wall pomoże Javalee McGee w Slam Dunk Contest:

Tyrus Thomas po tym uderzeniu Emeki Okafora łokciem został zawieszony na jeden mecz za faul niesportowy. Nie zagra w dzisiejszym meczu Bobcats z 76ers.

Dziś mecze w NBA rozpoczynają się już o 19 czasu polskiego ponieważ jak co roku w trzeci poniedziałek roku obchodzony jest Martin Luther King Day. Rozpoczynamy meczem Suns-Knicks w MSG.


Bilety na spotkanie do Kalisza leżały w mojej kieszeni już od dłuższego czasu i po początkowym podnieceniu spowodowanym tym, że zobaczę na żywo Mecz Gwiazd pierwszy raz od kilku lat (ostatni chyba w 2007 roku we Wrocławiu) przyszło opamiętanie, że jednak nie powinienem spodziewać się cudów. Czy moje przypuszczenia okazały się słuszne? W kilku aspektach jak najbardziej, ale może jest to efekt pewnego „przesiąknięcia” NBA i jej perfekcjonizmem. W niedzielnym MG znajduję jednak także pozytywy.

Najważniejsze informacje

Południe pokonało Północ 119-117, a MVP meczu wybrany został Harding Nana z Polonii Warszawa. Konkurs wsadów zakończył się zwycięstwem amatora Łukasza Biednego, natomiast Darnell Hinson pokonał „trójkowego dominatora” Andrzeja Plutę w konkursie rzutów za trzy.

Kalisz

Miasto od początku wzbudzające kontrowersje jako gospodarz tego wydarzenia spisało się akurat udanie. Pozytywne wrażenie wywarły na mnie tabliczki na skrzyżowaniach informujące już od wjazdu do miasta, w którą stronę kierować się aby trafić na spotkanie. Niby banał, a jakże znaczący nawet w erze GPS-ów . Samo miasto przywitało niezbyt smaczną kuchnią w restauracji meksykańskiej na Rynku oraz spotkanym w tym miejscu Ratko Vardą. Podjeżdżając pod halę Winiar kolejny raz zostałem kolejny raz pozytywnie zaskoczony sporym parkingiem gdzie bez problemu można było znaleźć miejsce (ciekawe tylko w jakim celu na każdym kroku była policja? Czy to jakiś wymóg przy imprezach masowych, aby na jednego kibica przypadał jeden policjant?). Niestety przy wejściu do samej hali pojawiał się problem w postaci wielkiej kolejki. Kiedy wiadomo, że ma się pojawić kilka tysięcy osób wydawało mi się oczywiste otwarcie przynajmniej paru wejść. I tu pierwszy raz się zawiodłem ponieważ otwarte były dwie bramki. Kolejkę dodatkowo spowalniali ludzie, którzy byli bardzo zdziwieni, że nie wejdą na obiekt ze swoimi napojami (ehh….). Hala wrażenie robi bardzo pozytywne. Dobra widoczność i dużo miejsca dla kibiców. Problem pojawił się jednak przy nagłośnieniu ponieważ prawdę mówiąc zrozumiałem tylko kilka słów pana konferansjera, a słuch mam naprawdę niezły. Jeszcze jedno - czy jeden punkt gastronomiczny na kilka tysięcy osób wystarczy? Życie pokazało, że trzeba było czekać na kupno Coli lub popcornu jakies 10 minut, a to już zakrawa na śmieszność.

Dla popularyzacji koszykówki w Kaliszu ten mecz zrobił dużo, ale czy ta sama koszykówka została odpowiednio zareklamowana w całej Polsce? Tu niestety muszę ponerzakać. Takie wydarzenie jak mecz ALL-STAR musi być rozegrane w:

- większej hali

- mieście związanym z koszykówką

Idealnym miejscem na to spotkanie był Wrocław i Hala Stulecia. Tak wiem, że w stolicy Dolnego Śląska takie mecze odbywały się już kilka razy. Jednak moment na powrót w to miejsce jest najlepszy. Śląsk wraca do TBL, Wrocław jest spragniony koszykówki, a do „Ludowej” przybyłoby pewnie z 7 tysięcy ludzi. Jakże inaczej wyglądałby ten mecz w TV w takiej hali. Polityka władz TBL jest jednak inna, no cóż….

Prezentacja

Wydarzenie zasługujące na osobny podpunkt. Przyznam, że przy Dannym Ewingu (szósty gracz przedstawiany w kolejności) zacząłem ziewać. Przyczyniła się do tego także pani, która próbowała wcześniej (jeszcze przed prezentacją) udawać Whitney Houston. Z jakim skutkiem jej się to udało – domyślcie się sami.

Pomysł z czerwonym dywanem i podestem ze schodami jak najbardziej dobry. Tylko dlaczego te schody były tak strome? Nikt nie przewidział, że taki Chris Burgess ma rozmiar buta pewnie z 50 i musiał schodzić po nich bokiem, a reszta graczy idąc w dół wyglądała jak kobiety, które pierwszy raz założyły wysokie szpilki.

Rozumiem, że nie jesteśmy w USA i mało kto potrafi się bawić jak ten pan:

Wymagałbym jednak od zawodników więcej luzu aniżeli tylko podniesienie rąk podczas przywitania z kibicami. Jedynie Harding Nana wyraźnie wyluzowany pokazał się publiczności. Kolejnym punktem było przywitanie gwizdami zasłużonego dla koszykówki w Polsce jakby nie było Grzegorza Schetyny.

Konkursy

W konkursach „trójek” i wsadów szansę dostali amatorzy, którzy dzień wcześniej wygrali eliminacje. Pomysł bardzo fajny i pewien ukłon w stronę kibiców dający możliwość identyfikowania się „ze swoim” w walce z zawodowcami.

W eliminacjach po 21 punktów zgromadzili „pewniak” Andrzej Pluta rzucający na końcu i Ivan Koljevic dysponujący techniką rzutu przypominającą Matta Bonnera z szeroko rozstawionymi nogami. Dlaczego do finału wszedł Hinson? No właśnie. To stanowi dla mnie pewna zagadkę i mogę tylko domyślać się co się wydarzyło. Otóż w przerwie między pierwszą, a druga kwartą odbył się przedziwny konkurs rzutowy z udziałem kibiców. Po pierwsze nikt ze zgromadzonych nie usłyszał zasad tejże konkurencji ponieważ były problemy z wyżej wspomnianym nagłośnieniem, ale już zupełnie na łopatki rozłożyli mnie uczestnicy. Oprócz zawodowców udział w nim wzięli ludzie z trybun (podejrzewam, że ci którzy złapali maskotki sponsora ligi) i w parach rywalizowali między sobą. Chaos jaki panował w tym momencie na parkiecie jest ciężki do opisania i nawet obrotny Adam Romański wydawał się zagubiony. Wśród rzucających kibiców był chłopiec, który nie był w stanie dorzucić nawet do kosza zza linii rzutów za trzy (nikt nie pomyślał żeby młody rzucał np. z linii rzutów osobistych) oraz pan z gipsem na nodze co dopełniało komizmu całej sytuacji.

W finale zwyciężył właśnie Hinson zdobywając 21 punktów.

Polski Slam Dunk Contest muszę przyznać wywołał we mnie kolejny raz efekt znudzenia. W pewnym momencie zastanawiałem się czy mam zwidy czy kolejny raz widzę te same wsady po wcześniejszym narzuceniu sobie piłki. Trochę świeżości wniósł Łukasz Biedny, który w amatorskich eliminacjach pokonał niejakiego „Slasha”. Jego wsady ponad kumplami, a następnie nad cheerleaderkami były obiektywnie mówiąc bardzo udane i wykonane poprawnie już w pierwszych próbach. Od wszystkich jurorów dostał maxa czyli po 5 punktów i wygrał zasłużenie.

Brakowało mi podczas tej zabawy nieco improwizacji, ale i próby wczesniejszego przygotowania programu wsadów przez zawodników. Szczególnie od Amerykanów oczekiwałem jakiejś inwencji twórczej.

Niekoniecznie od razu trzeba robić to co "Superman", ale wzory trzeba czerpać od najlepszych w danej dziedzinie.

Z jurorami wiąże się kolejna zabawna sytuacja z tej imprezy. Mający oceniać „dunkerów” Maciej Zieliński i Adam Wójcik w momencie gdy zaczynał się konkurs zniknęli gdzieś nagle i dobrą chwile trwały ich poszukiwania.

Mecz

Moje wcześniejsze wypowiedzi są głównie drwiące i krytykujące, ale tak zwyczajnie uważam. Nie mogę się przyczepić jednak do samego meczu z gwiazdami w rolach głównych, a nawet muszę go pochwalić. To właśnie był największy pozytyw tego dnia. Od początku gracze do serca wzięli sobie, że kibiców trzeba rozpieszczać efektownymi akcjami i mnóstwem punktów. Oczywiście obrona była lżejsza niż zwyczajowo jest to przyjęte podczas meczów o stawkę, ale nie obyło się i bez efektownych bloków. Ciekawą sytuacje zaobserwowałem w drugiej kwarcie kiedy do wznowienia gry po timeoucie szykowali się gracze Północy. Na środku boiska Cameron Bennerman razem z Michaelem Hicksem ustalali rozegranie następnych akcji, a słyszący wszystko Walter Hodge z Południa zatwierdził tylko, że „odpuści” krycie na Bennermanie. Po chwili oglądaliśmy najefektowniejszą akcje tego spotkania. Hicks zagrał piłkę za plecy na alley-oopa do wbiegającego Bennermana, a ten zakończył akcję idealnym dunkiem. Po kilku akcjach ponownie ta para dała dużo radości kibicom. Hicks odbił piłkę o tablicę, a punkty wsadem zdobył Bennerman. Zapamiętam z pewnością Rajdy Ratko Vardy, wsady Bryana Davisa, Tonego Easleya i tytuł MVP dla Nany jak najbardziej zresztą zasłużony. Opisywanie meczu wydaje mi się zbędne bo nie o wygraną w nim chodziło, a o korzystny wizerunek koszykówki. Taki właśnie na pewno zobaczyli kibice w TV oglądając tylko sam mecz. O słabościach imprezy jako całości napisałem wyżej. Mam nadzieję, że kolejne Mecze Gwiazd będą odznaczały się idealną organizacją bo od niej wszystko się zaczyna i nie daje powodu do śmiechu dla osób szukających dziury w całym (trochę jak ja).

Skąd w tytule mojego postu z Krowami? Już śpieszę wytłumaczyć. Przerwy w grze umilały publiczności cheerleaderki z Wrocławia i Trójmiasta jednak ich popisy nijak się miały do show, które zaprezentowały nam maskotki głównego sponsora ligi czyli Tauronu. Wyglądają tak:

Oczywiście nazwa "Krowa" została nadana przeze mnie, a w internecie znalazłem informację o tym, że są to po prostu "Tauronki". Najbardziej przypomina mi właśnie Krówkę, ale mniejsza o to. Ich zachowanie było wprost z ALL-STAR NBA. Czego nie robiły te maskotki. Naśladowały cherrleaderki, bawiły się z dziećmi koszykarzy, które co chwila nękały je ciągnięciem za ogon. Bawiły się z publicznością na trybunach oraz z zawodnikami podczas przerw. Brakowało tylko wsadów wykonywanych po skokach na trampolinie, ale to już specjalność maskotek z NBA. Zabawa w wykonaniu"Krówek" tudzież "Tauronków" było show pierwszej klasy i organizatorzy z nich powinni brać w przyszłości przykład.

P.S. Koszulki

Zapomniałem wspomnieć o dość znaczącej wpadce organizatorów.Właściwie jest to motyw, który podczas organizacji tak poważnej imprezy nie miał prawa się zdarzyć. Otóż Ratko Varda wedle jego koszulki ma na nazwisko VARD, a Chris Burgess to BURGES. Czepiam się? Nie, zwyczajnie próbuję się wczuć w rolę tych dwóch graczy, których ewidentnie ktoś zlekceważył i ośmieszył, a że przy okazji ośmieszył sam siebie, ale to już w ogóle inna historia.

 


 

 

03:44, gladysh1 , NBA
Link Komentarze (2) »

Los Angeles Lakers (30-12) - Los Angeles Clippers (14-25) 92-99

* 5-21 takim bilansem rozpoczęli sezon Clippers. Z kolejnych 13 spotkań wygrali jednak aż 9 i to z nie byle kim. Na rozkładzie mają Lakers, Heat, Bulls, Nuggets i Spurs. Niewykluczone, że przy takiej formie jeszcze w tym sezonie postarają się włączyć do walki o play-offs. Byłby to wyczyn nie lada podopiecznych Del Negro. Przed tym meczem i ośmiu wygranych z ostatnich dwunastu meczów mimo wszystko byłem sceptykiem co do możliwości Clipps. Ten mecz zmienił jednak mój pogląd na ta sprawę. Blake i spółka dojrzewają na naszych oczach, a ewentualny transfer np. Iguodali postawi ten zespół w gronie drużyn z największymi możliwościami rozwoju w lidze, a juz teraz są one ogromne (Bledsoe, Blake, Aminu, Jordan).

* Lakers przerwali swoją serię siedmiu wygranych z rzędu

* Blake po pierwszej połowie miał na koncie zaledwie 2 punkty i na dodatek 2 faule i wydawało się, że przerwie swoją passę 25 spotkań z double-double. Niebawem zanotował trzecie przewinienie i ........... rozpoczął grę do jakiej nas przyzwyczaił, ale o tym za chwilę ponieważ w trzeciej kwarcie rządził....

* ......... tak, tak oczywiście Kobe (27 pkt., 8-17 FG, 9 zb., 5 ast., 2 prz.). W tym okresie Bryant rzucił 14 punktów i przyczynił się do tego, że LAL prowadzili przed ostatnią odsłoną 71-68. W pewnym momencie lider Lakers przejął spotkanie w taki sposób jak tylko on to potrafi. Zdobył osiem punktów z rzędu i "Jeziorowcy" odskoczyli na kilkanaście punktów (67-55), a Phil Jackson z uśmiechem triumfował na ławce zbyt wcześnie. Dopiero w końcówce tej kwarty Clippers nadgonili trochę co było zapowiedzią ciekawej walki o wygraną.

* Ostatnia kwarta to już popis Griffina. Skrzydłowy Clippers odzyskał wigor w ataku. Trafiał po dunkach i pojedynkach 1 na 1 z Odomem. Głównie dzięki jego grze i trafieniom Erica Gordona (30 pkt, 13-20 FG, 6 ast.) LAC zaliczyli run 23-8 od stanu 73-79 i to Lakers musieli odrabiać straty na co jak się okazało zabrakło juz czasu. W całym spotkaniu rookie zanotował 18 punktów i 15 zbiórek. Pomimo przerwania serii 14 meczów z przynajmniej dwudziestoma punktami podtrzymał passę spotkań z double-double.

* Na kilka sekund przed końcem kiedy wynik był już ustalony podczas walki o zbiórkę po rzucie osobistym przepychać zaczęli się Lamar Odom (10 pkt., 6 zb., 3 blk.) z Griffinem. Do wszystkiego wmieszał się Baron Davis (14 pkt., 8 ast.). Wszyscy trzej zostali odesłani przedwcześnie do szatni, a co najśmieszniejsze najbardziej wybuchowy zazwyczaj Ron Artest (10 pkt., 3-10 FG, 4 FG) wziął się za rozdzielanie agresorów za co w nagrodę ...... również mógł szybciej zejść pod prysznic.

Tagi: NBA
01:26, gladysh1 , NBA
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 stycznia 2011

 

39 dni pozostaje do końca okresu transferowego w NBA. Z każdym dniem przybywa plotek i realnych możliwości transferów. Najgorętszym nazwiskiem na giełdzie transferowej w tym roku jest oczywiście Carmelo Anthony, którego odejście z Nuggets jest niemal przesądzone. Istotne ruchy mogą jednak mieć także miejsce w drużynach z dołu ligi, które próbują zwiększyć swoją rolę w NBA. Przyjrzyjmy się ostatnim przymiarkom transferowym.

Carmelo Anthony jest łączony już właściwie tylko z dwoma zespołami - Nets i Knicks. Sam najchętniej przeniósłby się do Wielkiego Jabłka gdzie miałby możliwość uczynienia z NYK namiastki super zespołu z Miami. Razem z Amare Stoudemire stworzyłby duet mogący walczyć o najwyższe zaszczyty na Wschodzie. Pytanie tylko czy byłby w stanie dostosować się do stylu grania zespołu Mike D'Antoniego, a i słychać głosy o niechęci STATA w stosunku do takiego transferu. Skrzydłowemu Denver bliżej jednak do New Jersey gdzie mógłby trafić w ramach wymiany, w której udział wezmą trzy lub cztery zespoły. Do Nets oprócz Melo trafiliby Chauncey Billups, Rip Hamilton z Detroit oraz jako dodatek Anthony Carter i Shelden Williams. Nuggets dostaliby w zamian Devina Harrisa, Derricks Favorsa, Anthony Morrowa, Bena Uzoha, Stephena Grahama i Quintona Rossa oraz wybory w pierwszej rundzie draftu. Do Detroit trafiłby Troy Murphy razem z Johanem Petro. Oczywiście jest to jedna z możliwości tej transakcji.

Nuggets w dużej mierze zależy aby pozbyć się wysokiego kontraktu Ala Harringtona (34 mln $ za 5 lat gry). Jego usługami nie są jednak zainteresowani Nets więc Denver szuka czwarty zespół, który mógłby włączyć się do transferu. O transferze Carmelo napisano już wszystko i jeszcze trochę więcej, a mimo to nie wiadomo jak to się wszystko skończy. Spójrzmy więc na inne ostatnie plotki transferowe.

Spisujący się coraz lepiej Los Angeles Clippers chcą jeszcze bardziej wzmocnić swój zespół aby Blake Griffin i Eric Gordon mieli odpowiednie wsparcie w walce o play-offs jeśli nie w tym sezonie to już w następnym. Jednym z graczy do "odstrzału" jest Chris Kaman. Kontuzjowany obecnie center Clippers w związku z postępami jakie poczynił DeAndre Jordan może zostać wytransferowany do innego zespołu najlepiej za zawodnika grającego na 'trójce". GM Clippers myśli o pozyskaniu w zamian za Kamana jednego z trójki: Andre Iguodala, Gerald Walllace lub Tayshaun Prince.

Po odejściu do Orlando Gilberta Arenasa Nick Young stał się ważnym ogniwem Wizards i władze zespołu ogłosiły, że jest on graczem nie na sprzedaż. Plotkuje się jednak o możliwości dokonania wymiany z udziałem Kirka Hinricha, dla którego w związku z większymi minutami Younga i niepodważalnej pozycji Walla może brakować możliwości dłuższej gry.

Rockets dostali do NBA szansę na pozyskanie zawodnika w zamian za kontuzjowanego Yao Minga. Disabled player exception przyznane Houston wynosi 5,76 mln $ co stanowi połowę kontraktu Yao i za tą kwotę "Rakiety" mogą pozyskać gracza.

W ostatnich dniach Dallas Mavericks podpisali 10-cio dniowy kontrakt z Sashą Pavlovicem. Taką samą umowę z Raptors parafował Sunidata Gaines.

Golden State Warriors zastanawiają się nad przyszłością Andrisa Biedrinsa. Łotysz nie może nawiązać w tym sezonie do swojego najlepszego sezonu sprzed dwóch lat. Po części spowodowane jest to transferami dokonanymi przez Warriors w letnim okresie. "Wojownicy" pozyskali wtedy Lou Amundsona, Dana gadzurica i przede wszystkim Davida Lee. Dodając do tego rookie Ekpe Udoha pod koszem Warriors zrobiło się ciasno i statystyki Biedrinsa zmalały, a sam gracz jest niezadowolony ze swojej roli.

Kilka dni temu pojawiła się informacja, że w wymianie z udziałem Carmelo może wziąć udział także O.J.Mayo, który miałby wylądować w Nuggets podczas gdy skrzydłowy Denver w Knicks. Okazało się jednak, że GM-owie obu drużyn nie dogadali się w tej sprawie i transferu z udziałem gracza Grizzlies nie będzie.

Mavericks potrzebują zawodnika, który zastapiłby kontuzjowanego Carona Butlera i zwiększył szansę Mavs w walce o tytuł. Jedną z poważniejszych możliwośći jest pozyskanie Andre Iguodali z 76ers w zamian za właśnie Butlera. Zawodnik Philadelphi nie jest jedynym kandydatem do gry w barwach Dallas. Innym wariantem jest pozyskanie Tayshauna Prince'a, któremu po sezonie kończy się kontrakt. W drugą stronę do Motown powędrowałby Brandon Haywood.

Michael Jordan chciałby się pozbyć ze drużyny Bobcats Geralda Wallace i jego wysokiego kontaktu (22 mln $ za dwa lata). Wtej sprawie rozmawiał już z władzami Cavaliers skąd mógłby pozyskać wybór w pierwszej rundzie draftu.

Knicks do transferu Melo potrzebują picków w pierwszej rundzie draftu, które mogliby oddać do Nuggets. W tym celu Donnie Walsh próbuje przehandlować Anthony Randolpha w zamian za pick. Chętni na pozyskanie gracza NYK są Wolves, Pacers i Blazers.



Tagi: NBA
18:44, gladysh1 , NBA
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Gomaster