NBA
czwartek, 27 stycznia 2011

Oklahoma City Thunder (29-16) - Minnesota Timberwolves (10-35) 118-117 (OT)

Kevin Durant wyrównał swój rekord kariery rzucając 47 punktów Wolves. Udało mu się również poprawić rekord w zbiórkach notując 18 "tablic". To drugie osiągnięcie jest tym bardziej godne uwagi, że uzyskane przeciwko najlepszemu zbierającemu ligi.

Właśnie Kevin Love (31 pkt., 21 zb.) mógł zapewnić wygraną "Wilkom" w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu, ale piłka po jego rzucie wytoczyła się z kosza. Nie była to jedyna okazja do zwycięstwa Wolves. Kilkanaście sekund przed nieskuteczną akcją Love'a jednego rzutu osobistego nie trafił Luke Ridnour (12 pkt., 8 ast., 0-4 3PM), a to samo zrobił już w dogrywce Corey Brewer (11 pkt., 5 zb., 4 ast.) na siedem sekund przed końcem.

Zimnej krwi nie brakowało za to Durantowi, który w ostatniej kwarcie zdobył 16 punktów i niemal w pojedynkę toczył bój z defensywą Minnesoty. Zaznaczę, że te 16 punktów było zdobytych pod rząd. W trzeciej ćwiartce zaliczył także 16 "oczek" dokładając 8 zbiórek.

Patrząc wczoraj na końcówkę tego spotkania wydawało się, że oglądam pojedynek Durant - Wolves. Na każdy rzut Leve'a i ekipy król strzelców NBA odpowiadał natychmiast celnym rzutem. W dogrywce rzucił decydujące dwa punkty na 28 sekund przed zakończeniem meczu.

Charlotte Bobcats (19-25) - Phoenix Suns (20-24) 114-107

Stephen Jackson zdobył 16 ze swoich 23 punktów, a Gerald Wallace 16 z 22 w drugiej połowie tego spotkania. Suns nie mieli jakichkolwiek szans na powstrzymanie tych graczy, ale nie było to spowodowane genialną dyspozycją skrzydłowych Bobcats. Przyczyną słabej postawy Suns w drugiej części spotkania była fatalna obrona. Gracze "Słońc" najbardziej gubią się chyba przy pickach gdzie wysocy zostają gdzieś na obwodzie, a pod koszem przeciwników szaleją tacy "wirtuozi" jak Kwame Brown (12 pkt., 10 zb.). W drugiej połowie Wallace i Jackson co rusz dziurawili kosz Suns po rzutach z czystych pozycji.

Podopieczni Gentry'ego także w obronie nie mieli rywali mogących w skuteczny sposób przeciwstawić się ich rzutom z dystansu. W trzeciej kwarcie koledzy Gortata trafili 8 z 11 "trójek" w tym sześć pierwszych. W całym spotkaniu Suns oddali aż 32 rzuty zza łuku trafiając 16.

Vince Carter w dniu swoich 34. urodzin prześcignął byłą gwiazdę Phoenix Toma Chambersa na liście najlepszych strzelców w historii NBA. Obecnie zajmuje 36. pozycje mając na koncie 20 068 rzuconych punktów.

OK. Teraz mogę napisać o naszym rodaku. Szesnaście lat temu udało mi się zobaczyć pierwszy mecz NBA. Nie będę kłamał bo nie pamiętam jakie to było spotkanie. Wtedy jako młodziutki chłopiec zachwycony wyjątkowością tej instytucji nawet nie marzyłem (a może właśnie marzyłem) o tym, że kiedyś zobaczę taki mecz w wykonaniu Polaka jaki zagrał wczoraj w pierwszej połowie Marcin Gortat. Wszedł tradycyjnie już w połowie pierwszej kwarty i rozpoczął swój popis. Trafiał niemal w każdy sposób. Efektownymi dunkami, po pick&rollach i z półdystansu. Raz wgniótł w ziemię jednego z graczy Bobcats niczym Dwight Howard oraz zbierał z tablic większość piłek. W sumie zaliczył 16 punktów, 7 zbiórek i blok w 16 minut. Na prawdę byłem zachwycony postawą MG4 zresztą podobnie jak komentatorzy z League Pass. Realizatorzy relacji w nawiązaniu do tego, że właścicielem drużyny z Charlotte jest Michael Jordan szukali na łydce Marcina tatuażu ze znaczkiem Air Jordan. Idealny moment na tak świetny występ. Świetny przynajmniej w ataku, ale o tym później.

Przyszła druga połowa i........... no właśnie Polak wyszedł tylko na 13 minut i nie wniósł już zbyt wiele do gry drużyny. Zdarza się to już Gortatowi nie pierwszy raz, że w drugiej części meczu spisuje się słabiej. Nie wiem z czego to wynika. Może z racji ściślejszej obrony rywali, którzy nie są już zaskoczeni grą Marcina. Nasuwa się jednak pytanie dlaczego od początku spotkania nikt nie może go powstrzymać. Gorti jest jakby mniej zaangażowany im bliżej końca meczu i rzadziej próbuje podejmować próby grania z rozgrywającymi. Nie idzie do końca po pickach i mało agresywnie atakuje tablice.

Obrona Marcina i Suns to już oddzielny temat. Napisałem o tym nieco wyżej. Dotyczy to także nowego centra "Słońc". Zbyt często wychodzi do podwajania na obwód co często wykorzystują przeciwnicy. Pocieszające jest to, że Marcin robi to najlepiej z wysokich Phoenix bo Channing Frye czy Robin Lopez zachwują się czasem jakby ominęli gdzieś etap rozwoju koszykarskich umiejętności zajmujący się kształceniem postaw w obronie.

Czekamy na kolejne mecze Suns, którzy mają coraz dalej do ósmej pozycji na Zachodzie.


Marcin Gortat rozegrał kolejne bardzo udane spotkanie w barwach Phoenix Suns. Tym razem jednak jego drużyna uległa na własnym parkiecie drużynie, której właścicielem jest Michael Jordan czyli Charlotte Bobcats 107-114. Polak zdobył 16 punktów już w pierwszej połowie i wydawało się, że poprawi wreszcie rekord kariery, ale niestety do końca meczu już nie trafił do kosza.

O występie Marcina oraz innych wydarzeniach dzisiejszej nocy w NBA napiszę wieczorem kiedy znajdę nieco czasu po pracy. Zapraszam serdecznie później, a będzie o czym poczytać. Choćby o 47 punktach i rekordzie kariery w zbiórkach Kevina Duranta.

środa, 26 stycznia 2011

Sześć miesięcy temu:

Dosonale pamiętamy tą sytuację. Perkins zerwał więzadła i oczywiście nie mógł zagrać już ani w tym szóstym, ani siódmym meczu NBA Finals 2010 i Celtics ostatecznie przegrali walkę o tytuł. Dziś po pół roku przerwy Kendrick Perkins powrócił do składu Bostonu. Kiedy po kiku minutach meczu z Cavs Doc Rivers postanowił wprowadzić swojego centra na parkiet natychmiast kibicie zgromadzeni w Boston Garden zgotowali mu owację na stojąco.

Perk odwidzięczył się szybko zdobywając punkty spod kosza, a po chwili zebrał piłke w ataku i zaliczył asystę do Nate'a Robinsona (11 pkt., 3-8 3PM). W całym meczu zagrał 17 minut ponieważ takie były zalecenia lekarzy aby nie nadwyrężać zbytnio kolana. Spisał się jednak więcej niż poprawnie dodając do dorobku C's 7 punktów, 6 zbiórek i 3 asysty.

Sam mecz toczył się zgodnie z oczekiwaniami. Celtics wygrali 112-95 juz do przerwy osiągając wielką przewagę (67-45). Właśnie w pierwszej połowie wszystkie swoje punkty zdobył Paul Pierce (24 pkt., 8-15 FG, 4 zb.) z czego aż 17 w pierwszej kwarcie, która zakończyła się serią 13 punktów Pierce'a z rzędu dla Celtics.

W podsumowaniu po połowie seoznu pisałem o J.J. Hicksonie jako największym rozczarowaniu w barwach Cavs. W ostatnich meczach młody skrzydłowy stara się obalić taką tezę. Przeciwko Bostonowi zaliczył 12 punktów, 17 zbiórek, 5 asyst i 4 bloki w zaledwie 24 minuty. Problemem gracza Cleveland jest trudność w utrzymaniu wysokiej dyspozycji. W ostatnich spotkaniach potrafił zebrać z tablic 20 piłek po 5 zbiórkach we wcześniejszyzm meczu. Hickson niewątpliwie jest graczem, który może ruszyć grę Cavs, ale musi wyrównac formę i zdecydowanie poprawić skuteczność rzutów z gry. Obecnie wynosi ona 42.2% co jak na gracza podkoszowego jest powodem do wstydu.

Cavaliers polegli w 18. z rzędu spotkaniu i prawdę mówiąc o tym meczu wiele więcej nie da się napisać.

Nieco więcej emocji było w Denver gdzie Nuggets pokonali Wizards 120-109, ale tylko z racji efektownej gry gospodarzy.

Nuggets prowadzili od początku meczu. Najpierw 24-10 w pierwszej kwarcie i 68-56 do połowy.

Gospodarze wygrali 6 z 8 ostatnich spotkań i wiele osób wiąże tązwyzke formy z zakończeniem negocjacji z Nets w sprawie transferu Carmelo Anthony'ego (23 pkt., 7 zb., 4 ast.). Oczywiście nie należy sądzić, że Melo pozostanie dalej w Denver i przedłuży kontrakt, ale póki co sytuacja się uspokoiła i pozwoliła zespołowi skupić się na grze. Do końca trasfer deadline jeszcze prawie miesiąc więc Nuggets do tej pory mogą sobie "nastukać" jeszcze kilka ładnych wygranych.

Przewaga z pierwszej połowy wynikała w dużej mierze z przewagi pod koszami drużyny gospodarzy. Nene (21 pkt., 9 zb.) pod jednym i pod drugim koszem dominował niepodzielnie. Co prawda w pierwszej kwarcie na kilka łatwych wjazdów pod kosz Nuggets pozwolili sobie Andray Blatche (25 pkt., 9 zb., 4 ast., 3 prz.), który momentami grał jak Karl Malone zachowując oczywiście odpowiednie proporcje i Nick Young (26 pkt., 10-19 FG).

Wizards zdobyli aż 32 punkty z szybkiego ataku przy zaledwie 8 Nuggets. taka przewaga wynika w dużej mierze ze stylu jaki prezentuje John Wall (10 pkt., 13 ast., 5 zb., 4 ast.), który doskonale czuje się gdy może gnać na kosz. Problem pojawia się gdy trzeba rozegrać spokojnie atak pozycyjny. Wtedy w większości przypadków piłka trafia do Blatche'a lub Younga, którzy próbują sami zdobyć punkty. Co do szybkości Walla czasami zastanawiam się czy on kiedy tak biegnie na maksa na kosz ma pomysł co zrobić z piłką. Wydaje mi się, że w NCAA gdzie były mniejsze wymagania sama szybkość wystarczyła do dominowania. W NBA jednak rywale są podobnie przygotowani szybkościowo i mimo przewagi Wall zazwyczaj nie kończy punktami takich penetracji. Brakuje mu zimnej krwi i przeglądu aby odegrać piłke w odpowiednim momencie. Zesztą w samym tylko meczu z Denver popełnił podczas takich akcji dwa lub trzy faule w ataku kiedy wpadał na obońcę biegnąc bezmyślnie do przodu.

Rozgrywający Wizards dostał piękną lekcję gry na jego pozycji od Chaunceya Billupsa (15 pkt., 6 ast., 4 zb.) i Ty Lawsona (17 pkt., 3 zb., 2 ast., 2 prz.). Obaj co i rusz pokazywali młokosowi ze stolicy jak się gra w NBA. Twarda gra w obronie i współpraca z obwodowymi to elementy, których może się uczyć Wall od zawodników Nuggets.

Właśnie rzuty za trzy były przyczyną szybkiego odjazdu gospodarzy. Nuggets trafili w całym spotkaniu aż 12 na 23 rzuty zza łuku. Wizards natomiast zaledwie 2 na 13.

W połowie czwartej kwarty Wizards podgonili i zmniejszyli przewagę do zaledwie 10 punktów (107-97), ale mecz szybko został zamrożony przez Ala Harringtona (21 pkt., 5 zb., 6-8 3PM), który trafił dwie "trójki" w kolejnych akcjach.

wtorek, 25 stycznia 2011

* Bulls pokonali Bucks 92-83, a Kurth Thomas zdobył 22 punkty przekraczając pierwszy raz 20 "oczek" od niemal sześciu lat. Ostatni raz zdarzyło mu się to jeszcze kiedy grał w Knicks (24.02.2005) czyli dokładnie 5 lat i 334 dni. Ostatnim zawodnikiem, który dłużej czekał na kolejny 20-to punktowy występ był Anthony Carter. W 2008 roku zdobył tyle oczek w barwach Nuggets, a 7 lat i 358 dni wcześniej dla Heat. Skrzydłowy Bulls dodatkowo stał sie najstarszym "Bykiem", który zanotował przynajmniej 20 punktów. Pobił 36-cio letniego Antonio Davisa (2005)

* Greg Popovich po wygranej Spurs nad Warriors 113-102 może być pewny, że poprowadzi drużynę Zachodu podczas tegorocznego All Star Game w Los Angeles. "Ostrogi" notują obecnie bilans 38-7 i są pewni pierwszego miejsca na Zachodzie do czasu Meczu Gwiazd, a właśnie trener najlepszej ekipy prowadzi zespół gwiazd.

* Wolves przegrali we własnej hali z Rockets 125-129, ale Kevin Love zaliczył już 30. mecz pod rząd z przynajmniej dziesięcioma zbiórkami. Tym razem zebrał 17 piłek. W ostatnich 10-ciu sezonach tylko jeden gracz - Kevin Garnett w sezonie 2005/2006 zanotował dłuższą serię. KG dokonał tego w 33 kolejnych spotkań z double figures po stronie zbiórek. Patrząc na dyspozycję Love'a w tych rozgrywkach wydaje się, że pobicie tego wyniku będzie formalnością. Średnia zbiórek w gracza Minnesoty to 15.6, Garnett natomiast we wspomnianym sezonie notował 12.7 w barwach ......... "Wilków"

* W tym samym meczu podczas pierwszej kwarty Rockets rzucili 39 punktów z czego aż 37 dodali do tego dorobku trzej gracze. Kevin Martin zdobył 16, Shane Battier 13, a Luis Scola 8. Żadnej innej trójce w tym sezonie nie udało się zdobyć więcej punktów w pierwszej kwarcie podczas tego sezonu

* Gracze Toronto podczas przegranej z Memphis 98-100 nie trafili ani jednej z trzynastu prób rzutów za trzy. To drugi najgorszy wynik w tym sezonie po czternastu niecelnych rzutach Blazers w listopadzie przeciwko Bulls. Dla zespołu z Kanady był to pierwszy mecz od 1999 roku i 986 gier kiedy nie traił żadnej "trójki"

W taki sposób Raptors polegli w tym meczu po buzzer beaterze Rydy'ego Gaya

* Tracy McGrady rzucił 14 punków w pierwszej kwarcie wygranego przez Pistons 103-96 meczu z Magic. Ostatni tak udany początek spotkania T-Mac zaliczył w lutym 2008 roku podczas spotkania z Heat jeszcze w barwach Rockets

* Wygrana 96-81 była dla Kings najwyższą od prawie czterech lat nad drużyną z tej samej konferencji. 10 lutego 2007 pokonali 114-93 Seattle teraz pokonanymi byli Blazers. Do swojej formy z poprzedniego sezonu nawiązał Tyreke Evans zaliczając 26 punktów, 6 asyst, 6 zbiórek i 2 przechwyty. Gorzej było ze stratami bo aż sześćiokrotnie gubił piłkę

* Knicks po zwycięstwie 115-106 z Wizards przerwali serię sześciu porażek z rzędu. Raymond Felton rozdał 15 asyst i stał się drugim graczem NYK, który dokonał tego dwukrotnie w jednym sezonie (wczesniej 17 asyst przeciwko Nuggets). Pierwszym był "znajomy z Chin" Stephon Marbury w sezonie 2004/05 trzy razy notując przynajmniej 15 kończących podań

* Hornets wygrali 9. mecz z rzędu. Tym razem ich ofiarą padli Thunder (91-89). Mało tego już trzeci raz potrafili wygrać odrabiającwcześniej conajmniej 15 punktów straty. Przeciwko Thunder było to 15 "oczek", Rockets 16 i Grizzlies 15. Wygraną zapewnił im na 0.5 sekundy przed końcem meczu David West

* Jak wspomniałem w poprzedniej notce Cavs polegli już 17. raz z rzędu. Rekord NBA to 24 porażki odnesione od marca do listopada 1982 przez ......... Cavaliers. Czy historia zatoczy koło?

P.S.

22 lata temu Michael Jordan zdobył swój 10 000. punkt w karierze. Rozgrywał wtedy piąty sezon w NBA.

Cleveland Cavaliers (8-36) - New Jersey Nets (13-32) 101-103

* Cavs przegrali 17. kolejne spotkanie i powoli stają się faworytami w wyścigu po pierwszy numer Draftu 2011. Oczywiście najgorszy bilans nie oznacza od razu wygranej w loterii, ale bardzo przybliża do tego. Widząc dotychczasową grę Cavaliers trudno o jakikolwiek optymizm. Przypomnę, że w poprzednim sezonie w podobnej sytuacji znajdowali się ..... Nets

* Zespół z Newark wygrał natomast już trzecie spotkanie pod rząd odkąd Michaił Prokhorov ogłosił, że rezygnuje z pozyskania Carmelo Anthony'ego

* Zwycięstwo Nets zapewnił na 1.4 sekundy przed końcem Brook Lopez trafiając półhakiem. W całym spotkaniu środkowy Nets zanotował 28 punktów i 7 zbiórek

* Szansę na pokonanie Nets zmarnował Daniel Gibson (19 pkt., 5 ast., 3 zb.) pudłując rzut zza łuku w ostatniej sekundzie.

* Ogladając mecze "Kawalerzystów" zastanawiam się za każdym razem jak to jest możliwe, że w jednym miejscu w jednym czasie zebrało się tylu graczy o niskich umiejętnościach i wyjątkowym pechu do kontuzji. Wybaczcie fani Cavs, ale Samardo Samuels czy Christian Eyenga to nie są gracze mający umiejętności na pierwszą piątkę drużyn NBA

Phoenix Suns (20-23) - Philadelphia 76ers (19-25) 95-105

* Suns przegrali drugi mecz pod rząd będąc już wyraźnie zmęczeni po długiej trasie na wschodzie. Tylko w pierwszej kwarcie "Słońca" dorównywały kroku energicznej drużynie 76ers.

* W drugiej ćwiartce do boju ruszyła armia "szybkościowców" z Philly czyli Thaddeus Young (24 pkt., 7 zb., 5 ast., 2 prz.), Lou Williams 14 pkt., 6 ast.) i Andre iguodala (8 pkt., 3 ast., 2 zb., 2 prz.) aczkolwiek ten ostatni tylko w drugiej kwarcie. Własnie Andre i Youngiem przeprowadzili najefektownijeszą akcje meczu, która może stanowić podpowiedź w jaki sposón Philadeplhia wygrała ten mecz. Aż 23 punkty gospodarze zdobyli po szybkim ataku. Wspomnianą powyżej akcję znajdziecię tutaj.

* Postawa Iguodali pozostawia jednak bardzo wiele do życzenia. Andre zatracił gdzieś swoją żywiołowość, eksplozywność, z której słynął w poprzednich latach. Wydaje się, że juz czeka z utęsknieniem na transfer do innej drużyny najlepiej walczącej o tytuł.

* Dla 76ers była to już 14. wygrana we własnej hali co jest wynikiem o dwa zwycięstwa lepszym od poprzedniego fatalnego sezonu. W tym sezonie Philly rozpoczęli sezon od bilansu 3-13 i od tego momentu wygrali już 16 z 28 spotkań i ich obecny stosunek wygrancyh plasuje drużynę na siódmym mijescu w Konferencji Wschodniej

* Marcin Gortat przerwał swoją serię trzech double-double z rzędu. Tym razem Polak zagrał tylko 10 minut zdobywając 2 punkty i zbierając dwie piłki z tablic. Robin Lopez rozpoczął mecz od 6 punktów i 5 zbiórek w pierwszej kwarcie, ale trener Alvin Gentry widząc w jaki sposób gra Philadelphia postanowił przeciwstawić się niższym składem. Efektem tego było nie pojawienie się już Gortata w drugiej połowie na parkiecie i granie na "piątce Channingiem Frye (10 pkt., 5 zb., 32 min.) co również nie dało korzyści.

* W trzeciej kwarcie przewaga podopiecznych Douga Collinsa siegała nawet 22 punktów. W dużej mierze nieporadność Suns wiązała się z przegrana walką na tablicach  mimo przewagi wzrostu. Lopez i Gortat mieli problemy z upilnowaniem Eltona Branda, który grał jak za najlepszych lat (22 pkt., 9 zb.). Zbiórki umozliwiały wyprowadzanie szybkich kontr, a z ich bronieniem Suns mieli największy problem

* 23 punkty wchodząc z ławki zdobył Jared Dudley

poniedziałek, 24 stycznia 2011

MVP

Derrick Rose (Chicago Bulls)

Rose rozgrywa w NBA swój trzeci sezon. W pierwszych dwóch "Byki" wygrywały po 41 spotkań odpadając za każdym razem w pierwszej rundzie playoffs. Po 44 spotkaniach obecnego sezonu Bulls maja na koncie 30 wygranych i zajmują trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej tylko za Celtics i Heat. Pod wodzą nowego trenera Toma Thibodeau zespół poczynił ogromne postępy, a młody rozgrywający stał się prawdziwym liderem. Popatrzmy na statystyki. Średnia rzucanych punktów wzrosła niemal o cztery w porównaniu z poprzednim sezonem (20.8 - 24.7), w każdym spotkaniu notuje dwie asysty więcej (6 - 8) i wreszcie zaczął trafiać rzuty za trzy co było jego wielka bolączką na samym początku przygody z NBA. Do tej pory Derrick trafiał fatalne jak na gracza obwodowego 26% po czym obecnie ta skuteczność wynosi już 38% i to przy znaczącym zwiększeniu ilości oddawanych rzutów (0.8 - 4.2). Chicago od poczatku sezonu było szykowane do zajęcia miejsca w czołówce na Wschodzie. W realizacji tych planów znacząco przeszkodzić mogły kontuzje Carlosa Boozera i Joakima Noah. Rose jednak poradził sobie z liderowaniem drużynie bez problemów nawet bez tak znaczących pomocników.

W zdobyciu tej nagrody Rose'owi może pomóc brak zdecydowanych liderów w innych czołowych zepołach ligi. Spurs to świetny w tych rozgrywkach Manu, ale jednak gra "Ostróg" nie jest uzależniona tylko i wyłącznie od niego. Miami to oczywiście "Big Three", Lakers to natomiast Kobe i Gasol, którzy w miarę po równo decydują o sile LAL. W Bostonie rządzi kolektyw, a "Generałowi" Rondo brakuje jeszcze sporo do miana najlepszego gracza całych rozgrywek.

 

Rookie of the Year

Blake Griffin (Los Angeles Clippers)

22.8 pkt., 12.9 zb., 3.5 ast., 0.6 blk., 0.7 prz., 52.2% FG. To statystyki skrzydłowego Clippers. Takiego dominatora wśród rookies nie było od czasu LeBrona. Wydaje się, że Blake to gracz kompletny. Niebywale szybki, potrafiący wyprowadzić kontratak, walczący o każdą piłkę. W tym sezonie trafił 6 z 10 "trójek" co pokazuje jak szeroki repertuar zagrań prezentuje Griffin. Jest wielkim pozytywnym kopem promocyjnym dla NBA. Jego efektowna, a przy tym niezwykle efektywna gra podoba się chyba wszystkim. Chciałbym zobaczyć oglądalność meczów Clippers na League Pass. Obstawiam, że są w czołówce najchętniej oglądanych drużyn. Co ważniejsze rookie przeistoczył swój zespół z wysmiewanego od lat w kandydata do Playoffs.

Powiedzmy sobie otwarcie, że nie instnieje coś takiego jak rywalizacja o nagrodę dla najlepszego debiutanta w sezonie 2010/2011. Blake zdeklasował konkurentów.

 

Defensive Player of the Year

Dwight Howard (Orlando Magic)

Trzeci raz z rzędu wygra tą rywalizację zawodnik Magic. 13.3 zb., 1.1 prz., 2.2 blk. Magic traca w każdym meczu 94.4 punkty co daje im siódme miejsce na liście najlepszych defensyw w NBA. "Superman" powoduje trzęsące sie nogi u każdego niemal zawodnika z NBA, który ma wejść w strefę podkoszową Magic. Najlepiej w lidze obok LeBrona i Josha Smitha blokuje z pomocy. Jego nadzwyczajna siła i długie ręce pozwalają mu zbierac większość piłek z tablic.

Rywalizować z centrem Orlando mogą ewentualnie Andrew Bogut i Kevin Garnett, ale realnie patrząc nie mają co liczyc na statuetkę. Choć osobiście przychyliłbym się do nagrody dla KG za doświadczenie i spokój w bronieniu jeden na jeden.

 

Most Improved Player

Dorell Wright (Golden State Warriors)

Przypatrzmy się postępowi zawodnika Warriors poszczególnych statystyk.

2009/2010 (Heat)                2010/2011 (Warriors)

Minuty                   20.0                                     30.9          

Punkty                   7.1                                      16.4

Zbiórki                   3.3                                       5.8

Asysty                   1.3                                       2.9

Przechwyty            0.7                                       1.5

Bloki                      0.4                                       0.8

3P%                     38.9%                                    41.7%

 

Za Wrightem przemawiają do mnie głównie własnie cyferki, ale i kilka spotkań Golden State, w których potrafił rzucać mnóstwo punktów z wielką łatwością i na dużej skuteczności. Dodatkowo "Wojownicy" grają lepiej jako drużyna w prównaniu z poprzednimi rozgrywkami.

Chyba najbardziej wyrównana rywalizacja o nagrodę. Na początku sezonu zadziwiał Roy Hibbert, ale szybko spadł na niższy pułap. Kolejny sezon miarowo rozwija się Eric Gordon. Kevin Love notuje fenomenalne wyniki, ale po nim można było się tego spodziewać w przeciweństwie do Wrighta, który wyskoczył z dobrą grą niespodzewanie. Jak dla mnie na koniec sezonu nagrodę może zgarnąć Nick Young, który dopiero po odejściu Arenasa z drużyny Wizards pokazuje swoje talenty strzeleckie. Życiowy sezon rozgrywa także Glen Davis.

 

Sixth Man of the Year

Serge Ibaka (Oklahoma City Thunder)

Moje myśli krążą wokół dwóch graczy - Serge Ibaka i Glen Davis. Podobne statystyki i wpływ na drużynę, ale na korzyść gracza Thunder przemawia dla mnie lepsza gra w obronie i większa energia przekazywana zespołowi. Serge w 26 minut notuje średnio 10 pkt., 6.9 zb., 2.1 blk. i trafia 56.7% rzutów z gry.

Zobaczymy co stanie się dalej w trakcie sezonu, ale proponuję zobaczyc co robi w ostatnich meczach center z Europy środkowej w drużynie z Arizony.

 

Coach of the Year

Tom Thibodeau (Chicago Bulls)

Tom Thibodeau rozpoczynając swoją przygodę z NBA w roli trenera miał zrobić z "Byków" zespół, który zacznie wreszcie bronić. Ofensywa z Derrickiem Rose i wzmocniona Carlosem Boozerem nie potrzebowała zbyt wielu zmian. Thibodeau wywiązał się ze swojej roli doskonale. Bulls wygrali już 30 spotkań i zajmują trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej. Przeistoczyli się zespół, z którym każdy się liczy i co najważniejsze ekipą mającą szansę na tytuł. Rywale Chicago trafiają zaledwie 42.3% rzutów z gry co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Przekłada się to na 92.3 tracone punkty w  każdym meczu co ustawia ich w roli trzeciej defensywy w całej lidze. Musimy także pamiętać, że przez więkoszość czasu jego zespół gra osłabiony brakiem Boozera i Noah.


niedziela, 23 stycznia 2011

Marcin Gortat coraz pewniej czuje się w barwach Suns. W trzecim kolejnym meczu zanotował double-double. Tym razem zaliczył 11 punktów i 13 zbiórek w pojedynku z Pistons. Phoenix było bardzo blisko wygrania piątego spotkania pod rząd, ale z niewyjaśnionych przyczyn przestali grać w ostatniej kwarcie przegranej aż 13-28. Na dziewięć minut przed końcem meczu "Słońca" prowadziły 66-51 i wydawało się, że nic nie odbierze im zwycięstwa. W ostatnich minutach fatalnie jednak pudłowali i porażka 74-75 stała się faktem.

Statystyki Marcina potwierdzają, że nie musi on być tylko i wyłącznie graczem stricte zadaniowym. Potrafi zdobywać punkty i udowadnia to w ostatnich trzech meczach kiedy notuje 13.3 pkt. Dokłada do tego jeszcze 13 zbiórek, a z gry trafia aż 62.5%. Były to mecze ze słabym ekipami, ale Polak udowadnia, że warto mu dawać szansę i na parkiecie spisuje się o wiele lepiej niż powolny Robin Lopez.

sobota, 22 stycznia 2011

 

Zapraszam serdecznie na trzecią część rankingu NBA na półmetku sezonu. Tym razem ostatnie dziesięć drużyn, a jutro na rozdanie nagród indywidualnych po połowie sezonu.

21. Charlotte Bobcats (17-24)

Drużyna Michaela Jordana po fatalnym początku sezonu została wstrząśnięta zmianą trenera. Larry’ego Browna zastąpił sędziwy już Paul Silas i przynajmniej na starcie zaskoczył wygrywając z Bobcats sześć z ośmiu spotkań. Charlotte mimo tak bardzo ujemnego bilansu zajmują siódme miejsce w Konferencji Wschodniej. Największą bolączką Charlotte jest atak. Bobki są 28. zespołem pod względem średniej rzucanych punktów w meczu (92.9) i czwartą ekipą od końca w efektywności w ataku (99.4). Gorsi w tym względzie są Cavs, Bucks i Nets. Loty zdecydowanie obniżył Gerald Wallace, którego statystyki w punktach, zbiórkach, celności rzutów spadły znacząco w porównaniu z poprzednimi rozgrywkami. Duży postęp poczynił rozgrywający D.J.Augustin (14.6 pkt., 6.3ast.), który zyskał na odejściu do Knicks Raymonda Feltona. Właśnie brak obecnego gracza NYK i Tysona Chandlera daje się najbardziej we znaki. Duet środkowych Nazr Mohammed i Kwame Brown to słabiutka para. Swój poziom trzyma Boris Diaw, ale to właśnie jego i Wallace’a najbardziej chce się pozbyć MJ, a właściwie ich wysokich kontraktów. Podobać się może postawa wchodzącego z ławki Tyrusa Thomasa (11 pkt., 5.8 zb., 1.65 blk. w 22 minuty). Stephen Jackson trafia tylko 40% rzutów z gry i 33% za trzy i mimo, że wygrał dla Bobcats kilka spotkań raczej nie jest graczem, który zbawi ten zespół

MVP: Stephen Jackson

MIP: D.J Augustin

ROY: brak

Rozczarowanie: Gerald Wallace

22. Philadelphia 76ers (17-25)

Sixer nic nie grając w tym sezonie paradoksalnie dalej mają szansę na awans do Play-offs. Regres formy Iguodali jest znakiem, że Andre chciałby zmienić najwyraźniej otoczenie i bardzo możliwe jest, że stanie się to przed końcem tegorocznego transfer deadline. Drużyna Douga Collinsa po kilku przeróbkach byłaby w stanie walczyć o wyższe cele. Nie wiadomo jednak co zrobić z kontraktem Eltona Branda, którego nikt nie chce. Pozytywem jest grupa młodych wilczków z Jrue Holidayem na czele dająca 76ers powiew świeżości i niemałe umiejętności. Thaddeus Young, Lou Williams robią z roku na rok postępy i do wygrywania w końcówkach nie potrzebują już Iguodali co ponownie potwierdza, że czas tego ostatniego w Phily się skończył. Więcej spodziewano się po debiutancie Evanie Turnerze, który nie trafia nawet 40% rzutów i gra bardzo nierówno. Widać jednak w jego grze zaangażowanie i waleczność więc trudno go skreślać natychmiast po przyjściu do ligi.

MVP: Jrue Holiday

MIP: Jrue Holiday

ROY: Evan Turner

Rozczarowanie: Andre Iguodala

23. Milwaukee Bucks (15-24)

Bucks po udanych rozgrywkach 2009/10 (46-36) i wyrównanej walce z Hawks w pierwszej rundzie play-off zostali w tym roku sprowadzeni na ziemię. Kontuzje Jenningsa (i jego słabsza forma) i Boguta odbijają się niestety na wynikach. Owszem Bucks dalej mają szansę na awans do gier posezonowych i raczej pewne jest, że gdy wróci młody rozgrywający liczba zwycięstw „Kozłów” podskoczy do góry. Obecnie Bucks mają najgorszy atak w lidze (91.5 pkt.) i mają najmniej asystowanych akcji w lidze (18 ast./mecz). Większość graczy notuje niestety obniżkę formy w porównaniu do swoich najlepszych osiągnięć. Maggette, Salmons, Ilyasova i Jennings są dalecy od optymalnej dyspozycji. Mimo wszystko trzeba zauważyć, że Milwaukee dysponuje czwartą defensywą w NBA (92.8 traconych punktów)

MVP: Andrew Bogut

MIP: brak

ROY: Larry Sanders

Rozczarowanie: Brandon Jennings

24. Detroit Pistons (15-27)

Pistons pozwalają swoim rywalom trafiać aż 48% rzutów z gry i zbierają zaledwie 38.2 piłek na mecz co daje im przedostatnie miejsce w lidze. Ciężko wyróżnić kogokolwiek poza Princem i debiutantem Monroe. Ben Gordon wiecznie niezadowolony rezerwowy pogubił się zupełnie. Rip Hamilton trafia tylko 41% rzutów i zdobywa najmniej punktów od debiutanckiego sezonu. Ostatnimi czasy już przestał nawet wychodzić na parkiet co miało związek z transferem Carmelo Anthony’ego, w którym miał uczestniczyć. Wszystko spaliło jednak na manetce i Pistons poszukują zespołu chętnego na jego usługi. Szkoda kontuzji Jonasa Jerebko, który dawał dużo energii w grze zespołu. Tracy McGrady trafia na niezłym procencie, nauczył się podawać, ale to już nie ta szybkość i lekkość co kiedyś. Niezła dyspozycja Rodneya Stuckeya może napawać optymizmem na końcówkę sezonu.

MVP: Tayshaun Prince

MIP: Tracy McGrady

ROY: Greg Monroe

Rozczarowanie: Rip Hamilton

25. Toronto Raptors (13-29)

Andrea Bargniani podniósł do 21 punktów swoją średnią po odejściu z Raptors Chrisa Bosha, ale dalej ciężko jednoznacznie powierzyć mu liderowanie zespołem. W ataku owszem jest skuteczny i potrafi pociągnąć drużynę. Z drugiej strony osłabia Toronto bo mimo, że jego nominalną pozycją jest środek to zbyt często wychodzi na obwód i tym samym trafia tylko 46% rzutów. Jego defensywę najlepiej przemilczę zupełnie, a walka o zbiórki to dla Włocha abstrakcja. Przez 15 meczów te braki pod tablicami nadrabiał rewelacyjny Reggie Evans, który zbierał 12 piłek w meczu. Kontuzja stopy unieruchomiła go jednak i obecnie postrachem pod koszami jest objawienie tego sezonu w barwach Raptors Amir Johnson. Toronto daje rywalom trafiać aż 48.3% rzutów i w tej kategorii Kanadyjczycy są na szarym końcu ligi. Fajnie rozwija się debiutant Ed Davis, który nie ma aż takiego potencjału jak Bosh, ale może dać Raptors dużo siły pod koszem.

MVP: Andrea Bargniani

MIP: DeMar DeRozan i Amir Johnson

ROY: Ed Davis

Rozczarowanie: Andrea Bargniani

26. New Jersey Nets (11-31)

Michaił Prokhorov zakupił Nets by uczynić z nich znaczącą siłę w NBA. Pierwszy poważny pojedynek przegrał kiedy niedawno nie udało się pozyskać Carmelo. Teraz zadaniem Rosjanina jest zastanowić się czy Brook Lopez i Devin Harris to dobra podstawa do budowania dobrego zespołu. Lopez zbiera niecałe sześć piłek w meczu co na gracza z jego warunkami jest zwyczajnie wynikiem kompromitującym. Harris zdobywa mnóstwo punktów po penetracjach i często ląduje na linii, ale gra zbyt nierówno. Przydatnym zadaniowcem okazuje się być kris Humphries, który rozgrywa życiowy sezon zbierając 9.3 zbiórek na mecz. Podobną rolę do niego tylko na pozycji obwodowej pełni Sasha Vujacic (12.1 pkt. w Nets). Jest to jednak tylko zaplecze. Teraz czas na pozyskanie kogoś znaczącego. Mówi się o przyjściu Kirilenki, ale to także nie jest raczej ruch w stronę wielkiej poprawy. Lepiej niż w analogicznym okresie poprzedniego sezonu, ale dalej ciężko pozytywnie myśleć o przyszłości Nets.

MVP: Devin Harris

MIP: Sasha Vujacic

ROY: Derrick Favors

Rozczarowanie: ilość zbiórek Brooka Lopeza

27. Washington Wizards (12-28)

Wizards posiadają kilku graczy o upodobaniach stricte ofensywnych, ale gra do przodu pozostawia wiele do życzenia. Washington zdobywa tylko 96.6 punktów w meczu (22. miejsce w NBA) i trafiają nieco ponad 44% rzutów. Nie ułatwia to sprawy numerowi 1. Draftu 2010 Johnowi Wallowi. Rookie rozdaje mimo to sporo asyst (9.4). Jego problemem jest jednak samodzielne zdobywanie punktów. O ile nie sprawia mu trudności penetrowanie strefy podkoszowej i mijanie rywali w pierwszym kroku to już rzut z półdystansu jest kłopotem. Przy 4.2 rzutach spod kosza trafia 57% z nich, jednak im dalej od kosza skuteczność spada. Na 5-6 metrze to już tylko 30% i tutaj właśnie leżą duże rezerwy w jego grze. Dużo roboty mają przy nim także lekarze Wizards ponieważ w tym sezonie Wall jest bardzo często kontuzjowany co po części jest efektem jego agresywnego stylu gry. Po odejściu do Orlando Arenasa liderem strzeleckim drużyny został Nick Young posiadający dużą łatwość zdobywania punktów. Zdążył już zaliczył 43-punktowy występ. Obecnie zdobywa 16.8 pkt. (o osiem więcej niż w poprzednim sezonie) i trafia aż 46.6% rzutów. Ciekawie rozwija się JaVale McGee, który podwoił swoją średnią zbiórek w stosunku do poprzedniego sezonu, ale i zaczął lepiej punktować i blokować.

MVP: Nick Young

MIP: Nick Young

ROY: John Wall

Rozczarowanie: Yi Jianlian

28. Minnesota Timberwolves (10-33)

Myślisz Wolves mówisz Kevin Love tak jest przynajmniej w tym sezonie. Skrzydłowy „Wilków” notuje genialny sezon zdobywając 21.3pkt., 15.6 zb.(lider NBA), 44% rzutów za trzy. Bije wszelkie rekordy w ilości double-doubles, a w jednym z meczów zaliczył 30/30 jako pierwszy zawodnik od czasów Mosesa Malone’a. Nie było tak dobrze zbierającego gracza w lidze od czasów Dennisa Rodmana. David Kahn przed sezonem postanowił wbrew wszystkim dać czteroletni kontrakt Darko Milicicowi (9.4 pkt., 5.4 zb., 2.4 blk.). Serb notuje najlepszy sezon w karierze, ale nie zmienia to faktu, że dalej jest powolnym i unikającym walki o zbiórkę centrem. Fantastycznie sezon rozpoczął Michael Beasley wygrywając razem z Love kilka meczów dla Wolves. Ostatnio gdzieś zagubił formę, ale jego postawa i tak jest zaskoczeniem na plus. Minnesota głównie dzięki postawie Kevina Love są liderami NBA pod względem zbiórek (44.8), ale niestety tracą przy tym aż 108.4 punktów co jest drugim najgorszym wynikiem.

MVP: Kevin Love

MIP: Kevin Love

ROY: Wesley Johnson

Rozczarowanie: Jonny Flynn

29. Sacramento Kings (9-31)

Poprzedni sezon momentami dawał prawo do przemyśleń, że Kings niebawem osiągną poziom przynajmniej drużyn goniących czołówkę. Po tym jak doszedł DeMarcus Cousins wydawało się kwestią czasu kiedy to się stanie. Tymczasem przyszło wielkie rozczarowanie. Cousins owszem gra zgodnie z oczekiwaniami będąc czołowym rookie w tym sezonie i stając się powoli podkoszową bestią. Najważniejszym ogniwem w zespole z Kalifornii jest Tyreke Evans. ROY z poprzednich rozgrywek zdecydowanie obniżył loty i tylko częściowo można to usprawiedliwić kontuzjami. Nie widać u niego poprawy w skuteczności rzutów z 5-6 metra, a i rywale lepiej bronią jego penetracje. Bardzo dobre momenty miewa Beno Udrih, ale zazwyczaj pod nieobecność Evansa. Zespół posiadający duże możliwości ofensywne jest dopiero na 21. miejscu w lidze pod względem zdobywanych punktów (96.9 pkt./mecz), tracąc przy tym aż 102.6 punkty (22. w lidze). Kings nadspodziewanie dobrze jednak zbierają głównie dzięki pojawieniu się Cousinsa i Dalemberta (43.4 zb./mecz – 7. lokata w NBA)

MVP: DeMarcus Cousins

MIP: Beno Udrih

ROY: DeMarcus Cousins

Rozczarowanie: Tyreke Evans

30. Cleveland Cavaliers (8-33)

Po odejściu LeBrona Cavs dołują w sportowej rywalizacji. Jest jednak dziedzina, w której w Cleveland dalej są w czołówce. To frekwencja na trybunach podczas meczów domowych. W NBA tylko na mecze Bulls (21,566) przychodzi średnio więcej osób niż do hali Cavs (20,562). Jest to prawdopodobnie efekt zjednoczenia się kibiców w nienawiści do „zdrajcy” Jamesa. Cavaliers zajmują końcowe lokaty zarówno w statystykach ofensywnych (93.5 pkt./mecz – 27. miejsce) jak i defensywnych (104.9 pkt. tracone – 26. miejsce). Zespół mimo fatalnych wyników ostatnio doświadczany jest dodatkowo przez plagę kontuzji (Varejao, Parker, Mo Williams, Leon Powe, Joey Graham). Daje to możliwość pokazania się zawodnikom dotychczas anonimowym w lidze. Oczywiście powoduje to znaczne obniżenie poziomu. Obecność w pierwszej piątce takich tuzów jak Samardo Samuels czy Manny Harris wywołuje u wielu uśmiech. Dobre mecze notują Daniel Gibson i Ramon Session, ale są zbyt chimeryczni i nieprzewidywalni. Antawn Jamison jest liderem zespołu, ale to już jego ostatnie podrygi na zawodowych parkietach. Nie rozwija się tak jak tego od niego oczekiwano JJ Hickson. Cavs prawdopodobnie będą pierwszym w historii NBA zespołem, który po zanotowaniu w jednym sezonie najlepszego bilansu (61-21) w kolejny zakończą na samym końcu.

MVP: Antawn Jamison

MIP: Daniel Gibson

ROY: Manny Harris

Rozczarowanie: JJ Hickson

 

Zapraszam serdecznie na posumowanie kolejnych dziesięciu zespołów na półmetku sezonu regularnego.

11. Utah Jazz (27-15)

Mimo straty Carlosa Boozera i Wesa Matthewsa Jazz prowadzeni przez świetnego Derrona Williamsa (22.1 pkt., 9.5 ast.) utrzymują się na podobnym poziomie co przed rokiem. Jerry Sloan powierzył Williamowi swoją drużynę i to on jest jej najważniejszym ogniwem. Jazzmani są mistrzami tego sezonu pod względem odrabiania strat w trakcie meczu. Najlepszym przykładem było spotkanie z Heat na początku rozgrywek kiedy w ostatniej minucie Utah odrobili kilkunastopunktową stratę po czym wygrali w dogrywce. W tamtym meczu 46 punktów zdobył Paul Millsap, który notuje najlepszy w karierze sezon (17.2 pkt., 7.9 zb.)

MVP: Derron Williams

MIP: Paul Millsap

ROY: Gordon Hayward

Rozczarowanie: Mehmet Okur i jego kontuzja

12. Denver Nuggets (24-17)

Wyniki w tym sezonie są przesłonione Melodramatem czyli sagą transferową Carmelo Anthony’ego, któremu po sezonie kończy się kontakt z Nuggets. Melo postanowił kontynuować karierę w innym klubie i obecnie każdy mecz w Denver polega na wygwizdywaniu do niedawna ulubieńca kibiców. Carmelo w obecnych rozgrywkach rzuca średnio niemal pięć punktów mniej niż w poprzednich (28.2 – 23.5), spadła też jego skuteczność z gry i za trzy na co zapewne ma wpływ zamieszanie wokół jego transferu. Nuggets rzucają najwięcej punktów w lidze (107.3), ale i tracą bardzo dużo (104.2 – 24. miejsce w lidze). Transfer Carmelo związany jest prawdopodobnie także z odejściem Chaunceya Billupsa co zakończy pewien okres w historii Denver. Zespół ma zostać zbudowany dzięki pozyskaniu przyszłych wyborów w drafcie oraz na świetnie rozwijającym się Ty Lawsonie i Brazylijczyku Nene (gracz z najlepszą skutecznością z gry w NBA – 64.4%). Spodziewam się, że odejście Anthony’ego spowoduje eksplozję talentów ofensywnych J.R.Smitha.

MVP: Chauncey Billups

MIP: Ty Lawson

ROY: Gary Forbes

Rozczarowanie: zamieszanie związane z transferem Melo

13. New Orleans Hornets (27-16)

Hornets rozpoczęli sezon od bilansu 11-0 i byli rewelacją ligi. Obecnie wrócili do szeregu na swoje miejsce i są typowym zespołem środka tabeli z jedną wielką gwiazdą. Chris Paul zdobywa najmniej punktów od debiutanckiego sezonu (16.3) i asystuje rzadziej niż w poprzednich latach (9.3), co ma wpływ na ofensywę NOH. Trafia najlepiej w karierze za trzy (46.3%) i z linii (90.4%), ale Hornets zdobywają zaledwie 94.2 pkt./mecz co plasuje ich na 26. miejscu w lidze. Są jednak drugim najlepiej broniącym zespołem ligi (92.2 pkt. tracone na mecz) do czego w dużej mierze przyczynił się Emeka Okafor, który świetnie zbiera i blokuje w tym sezonie. Przed „Szerszeniami” rysuje się jednak mało ciekawa perspektywa ponieważ głównym zadaniem władz klubu będzie zatrzymanie Paula, któremu marzy się gra w Knicks.

MVP: Chris Paul

MIP: Marco Belinelli

ROY: Quincy Pondexer

Rozczarowanie: Peja Stojakovic

14. Portland Trail Blazers (24-20)

Blazers mieli w tym sezonie wskoczyć na należne im z racji potencjału miejsce w ligowej hierarchii. Przed sezonem okazało się, że cale rozgrywki straci Greg Oden, podczas jego trwania wyjaśniła się przyszłość Brandona Roya. Roy już prawdopodobnie nigdy nie będzie mógł grać na swoim normalnym poziomie z powodu problemów z kolanami. W ostatnich dniach Portland zmroziła wiadomość o poważnej kontuzji Markusa Camby’ego. Ich urazy zbiegły się w czasie z wybuchem umiejętności LeMarcusa Aldridge’a. Grający piąty sezon w NBA Aldridge notuje 2.3 pkt. i 8.8 zb. w meczu. Podczas gdy on jest na parkiecie Blazers są o 13.1 punktów lepsi na 100 posiadań niż gdy siedzi na ławce. Bardzo udany sezon rozgrywa Wesley Matthews pozyskany za darmo przed sezonem. Patrząc na wszystkie wydarzenia ostatnich miesięcy to zespół z Oregonu jest rewelacją, ale też powoli staje się miejscem gdzie nikt nie chce grać co ma związek z „klątwą” Blazers.

MVP: LeMarcus Aldridge

MIP: Wesley Matthews

ROY: Armon Johnson

Rozczarowanie: kontuzje Brandona Roya i Grega Odena

15. Los Angeles Clippers (16-26)

Rewelacja ostatnich tygodni. Czy można napisać coś o Blake’u Griffinie co nie zostało jeszcze powiedziane? Nie ma szans. Rookie rządzi tym zespołem i ostatnio zaczyna potrząsać całą ligą, Wreszcie zachciało się grać Baronowi Davisowi, a Eric Gordon rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Play-offs? Niedawno brzmiało to jak mrzonka, a teraz przy utrzymaniu obecnego zwycięskiego trendu jest jak najbardziej możliwe. Postęp jaki z meczu na mecz robi DeAndre Jordan widać gołym okiem, „młode wilczki” Eric Bledsoe i Al-Farouq Aminu dają pozytywnego kopa z ławki. Chyba najbardziej przyszłościowy team w lidze. Po starcie 5-21 w ostatnich 14 meczach wygrali aż 10 razy.

MVP: Blake Griffin

MIP: Eric Gordon

ROY: Al-Farouq Aminu (Blake’a z racji umiejętności nie zaliczam do rookies)

Rozczarowanie

16. Phoenix Suns (19-21)

Drużyna Marcina Gortata dopiero przyzwyczaja się do nowej sytuacji po wymianie z Magic. Ostatnie cztery wygrane pod rząd dają nadzieję na grę w play-offs, choć początki po transferze były ciężkie. Vince Carter dość skutecznie zastępuje Jasona Richardsona. Problem pojawia się jednak pod koszem gdzie ani Robin Lopez ani Gortat tak naprawdę nie pasują, a najlepiej wychodzi im gra z Hakimem Warrickiem i Channingiem Frye. Alvin Gentry próbował już grać niską piątką bez centra i silnego skrzydłowego, ale zakończyło się to katastrofą. Steve Nash jest jak wino, im starszy tym lepszy. Zdobywa średnio 17.2 pkt i 10.8 ast. Przy skuteczności z gry 52%. Dzięki jego szybkiemu prowadzeniu gry Suns tradycyjnie są w czołówce ligi pod względem zdobywanych punktów (106.8 pkt./mecz – 3. miejsce), ale i najgorzej w całej NBA bronią (109 traconych punktów w każdym spotkaniu). Zaledwie 27. pozycję w zbiórkach ma poprawić nasz rodak, ale poza meczem ze słabym Cavs nie wychodzi mu to najlepiej. Marcin jednak nabiera z każdym meczem pewności siebie pod atakowanym koszem na co nie miał szans w Orlando i przy porządnym treningu oraz dobrej współpracy z Nashem może „zakręcić” się koło 10 punktów w meczu.

MVP: Steve Nash

MIP: Channing Frye i Jared Dudley

ROY: Garret Siller 

Rozczarowanie: Josh Childress

17. Houston Rockets (20-23)

Z Rockets występuje podobna historia jak z Blazers. Wszyscy w Houston czekali na powrót Yao i powrót do walki o wysokie pozycje na Zachodzie. Jak się skończyło wszyscy wiemy. Yao Ming rozegrał pięć spotkań po czym zakończył sezon i „Rakiety” pozostały z marzeniami o wielkości. Tylko Suns, Knicks i Nuggets zdobywają więcej punktów w lidze (104.9) i jest to nowy trend w Houston. Trend, który wprowadził wraz ze swoim przyjściem do zespołu Kevin Martin. Były zawodnik Kings jest najlepszym strzelcem (23.2) Rockets. Bardzo fajnie rozwija się kariera Kyle’a Lowry’ego, który zyskał dużo pod nieobecność Aarona Brooksa. Obaj rozgrywający dopasowują się doskonale do stylu preferowanego przez Martina czyli szybkiego rozgrywania każdego ataku. Po części są zmuszeniu do takiej taktyki z powodu braku prawdziwych centrów w składzie. Jordan Hill i Patrick Patterson także nie są typowymi środkowymi nie mówiąc o Chuckym Hayesie.

MVP: Kevin Martin

MIP: Jordan Hill

ROY: Patrick Patterson

Rozczarowanie: Jared Jeffries

18. Memphis Grizzlies (19-23)

W świetnie zapowiadającym się zespole z poprzedniego sezonu zostały poprzestawiane trybiki i niestety nie jest to już ta zachwycająca drużyna. O.J. Mayo został zepchnięty na ławkę rezerwowych przez debiutanta Xaviera Henry’ego (sam się na to zgodził na początku rozgrywek dla lepszego zbilansowania drużyny) i notuje najmniej w karierze – 12.5 pkt. Ostatnio mówi się o wymienieniu Mayo ponieważ liderami zespołu są i tak Rudy Gay oraz Zach Randolph. Od tego drugiego – lidera NBA w zbiórkach ofensywnych zależy ostatnio najwięcej. Kiedy Zach rzuca powyżej 20 punktów w meczu Grizz mają bilans 12-6. Długo jeszcze czkawką w mieście Elvisa odbijać się będzie zeszłoroczny wybór w drafcie Hasheema Thabeeta. Środkowy rodem z Tanzanii, który pod koniec poprzednich rozgrywek wykonał pewien pozytywny skok jakościowy w tym sezonie dołuje na całego i każe sądzić, że już nigdy nie spełni pokładanych wcześniej w nim nadziei.

MVP: Zach Randolph

MIP: Mike Conley

ROY: Xavier Henry

Rozczarowanie: O.J. Mayo

19. Golden State Warriors (18-23)

“Wojownicy” tradycyjnie fatalnie bronią (106.2 punktów traconych – 27. lokata w NBA) i mimo zmiany trenera atakują jak szaleni (102.8 pkt. – 8. miejsce). W grze Warriors widać jednak zdecydowaną poprawę. Nie jest to już tylko i wyłącznie radosne bieganie i rzucanie z każdej pozycji (w dużej jednak mierze coś z tej taktyki pozostało). Widać w grze zespołu więcej ułożonych akcji i przede wszystkim asystowanych (22.7 ast./mecz – 8. miejsce). Monta Ellis jest trzecim strzelcem ligi (25.9 pkt.), ale z tygodnia na tydzień widać jego lepszą współpracę z Stephenem Curry. Golden State to najlepiej rzucający za trzy zespół ligi. Dodatkowo życiowy sezon rozgrywa Dorell Wright mający szansę na zgarnięcie nagrody dla zawodnika, który poczynił największy postęp w całej NBA. Problemem jest walka na tablicach mimo posiadania dwóch świetnych specjalistów w tej dziedzinie czyli Biedrinsa i Davida Lee. W tym elemencie Warriors zajmują dopiero 23. miejsce w lidze (40.6 zb.)

MVP: Monta Ellis

MIP: Dorell Wright

ROY: Ekpe Udoh

Rozczarowanie: Andris Biedrins

20. Indiana Pacers (16-23)

Prawdę mówiąc spodziewałem się więcej po tej drużynie. Doskonały początek zanotował Roy Hibbert zgłaszając nawet swoje aspiracje do nagrody MIP. Później jednak przyszła obniżka formy. Danny Granger zdobywa 21.5pkt., ale trafia z najgorszą skutecznością w karierze (42.7% FG). Więcej spodziewałem się po Darrenie Collisonie, który miał przebłyski wielkiego grania w poprzednim sezonie w barwach NOH i dopiero w ostatnich tygodniach zaczął grać na miarę oczekiwań. Oczekiwanych postępów nie poczynił także Tyler Hansbrough. Pacers mają piątą od końca efektywność ofensywną na 100 posiadań piłki (99.6)

MVP: Danny Granger

MIP: Roy Hibbert

ROY: Paul George

Rozczarowanie: Darren Collison

 

Phoenix Suns (20-21) - Washington Wizards (12-29) 109-91

* Suns odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu i oczywiście jest to kontynuacja ich najlepszej serii w tym sezonie

* Phoenix przegrywało po pierwszej kwarcie 22-33. Efektowną grą popisywał się wtedy John Wall, który już po 12 minutach miał 9 asyst na koncie. Wizards jednak w drugiej kwarcie stopniowo zaczęli tracić przewagę. Drużyna z Arizony odrabiała straty w dużej mierze dzięki grze Marcina Gortata i Gorana Dragicia (11 pkt., 5 ast.)

* Polak do przerwy miał już 8 punktów i 10 zbiórek, a w całym meczu zanotował 13 punktów i 14 zbiórek. Kolejny raz zanotował najlepszy w drużynie wskaźnik plus minus (+19) i wydaje się kwestią czasu kiedy Marcin wskoczy do starting five. Robin Lopez w 14 minut zaliczył 8 pkt. i 2 zb. Szczególnie w tym drugim elemencie czyli zbiórkach Gortat ma zdecydowaną przewagę nad kolegą z drużyny. Gorti zdecydowanie lepiej także broni bo potrafi wytrzymać mocno na nogach napór przeciwnika. Lopez jest powolny i Alvin Gentry na pewno to widzi.

* Do przerwy wynik dla Wizards oprócz Walla trzymał Nick Young zdobywca 20 punktów w tej części gry. Po przerwie zdobył jeszcze tylko 5, ale i tak w kolejnym meczu udowodnił jak groźnym może być graczem w ataku

* Decydującym momentem spotkania okazała się wygana 31-18 przez gości trzecia kwarta. W tej ćwiartce Suns sześciokrotnie trafili za trzy i odjechali "Czarodziejom" na ponad dziesięć punktów.

* Najlepszym graczem Suns w tym meczu był zdecydowanie Channing Frye, który właśnie w samej trzeciej kwarcie cztery razy trafił za trzy, a w całym meczu 7 z 11 jego prób zza łuku znalazło drogę do kosza. W sumie Frye zdobył 25 punktów i dodał jeszcze 8 zbiórek

* W tej samej kwarcie aż 6 asyst rozdał Steve Nash. Rozgrywający "Słońć" zakończył spotkanie z dorobkiem 17 pkt. i 14 ast.

* Vince Carter zdobył 12 punktów i zebrał 10 piłek, ale trafił tylko 5 z 17 rzutów z gry. Air Canada rozpoczął mecz od siedmiu pudeł i dopiero w drugiej połowie wrócił na swoje tory

* Rookie John Wall po 9 asystach w pierwszej kwarcie później nie był juź tak efektywny. Ogólnie zanotował 11 pkt., 14 ast., 4 zb., 4 prz. i 5 strat. O ile Wall nie ma problemów z konstruowaniem akcji i graniem do partnerów to niemal nie stanowi zagrożenia dla rywali pod względem rzucanych punktów. Tym razem tylko 4 z jego 13 rzutów wpadło do kosza.

* W ostatniej minucie za Gortata wszedł Garret Siler, który jest swojego rodzaju puszystą maskotką Suns. Nawet komentatorzy na League Pass nieco się z niego wyśmiewali. Mający lekką nadwagę center wzbudził wielką radość na ławce "Słońć" kiedy dwukrotnie trafił spod kosza.

Suns już na poważnie wracają do walki o play-offs i mało tego z taką grą jak ostatnio nie muszą być wcale chłopcem do bicia. Frye osiąga życiową formę, Nash coraz lepiej współpracuje z Carterem i Gortatem. Przed Phoenix rysuje się optymistyczna końcówka sezonu.



1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Gomaster