NBA
środa, 02 lutego 2011

NBA podała nazwiska zawodników powołanych do zespołów Rookies i Sophomores, którzy wystąpią w tegorocznym meczu Rookie Challenge&Youth Team czyli meczu debiutantów z drugoroczniakami. Spotkanie odbędzie się w piątek podczas Meczu Gwiazd w Los Angeles (18-20.02).


SOPHOMORE TEAM

* Tyreke Evans - Sacramento Kings

* DeJuan Blair - San Antonio Spurs

* Stephen Curry - Golden State Warriors

* DeMar DeRozan - Toronto Raptors

* Taj Gibson - Chicago Bulls

* Jrue Holiday - Philadelphia 76ers

* Serge Ibaka - Oklahoma City Thunder

* Brandon Jennings - Milwaukee Bucks

* Wesley Matthews - Portland Trail Blazers

Trenerzy:

* Carmelo Anthony - Denver Nuggets

* Steve Kerr

* pierwszy trener jeszcze nie jest znany.

ROOKIE TEAM

* Blake Griffin - Los Angeles Clippers

* John Wall - Washington Wizards

* Eric Bledsoe - Los Angeles Clippers

* DeMarcus Cousins - Sacramento Kings

* Derrick Favors - New Jersey Nets

* Landry Fields - New York Knicks

* Wesley Johnson - Minnesota Timberwolves

* Greg Monroe - Detroit Pistons

* Gary Neal - San Antonio Spurs

Trenerzy:

* Mike Budenholzer - San Antonio Spurs

* Amar'e Stoudemire - New York Knicks

* Kevin McHale

 

Na pierwszy rzut oka zawodnikami, których brakuje mi w tych składach są na pewno James Harden i Darren Collison (Sophomores) i Evan Turner (Rookies). Możemy się spodziewać zmian w tych składach jeśli np. Blake Griffin zostanie wybrany do gry w "dorosłym" ASG.

Od kiedy wprowadzono obecną formułę meczów czyli Rookies - Sophomoresw 2000 roku ci drudzy przegrali tylko trzy spotkania (2000, 2002, 2010). Wcześniej odbywały się mecze pomiędzy Phenoms i Sensations (tylko raz w pierwszym roku rozgrywania spotkań młodych graczy podczas ASG - 1994), White i Green (1995) i tradycyjnie East - West (do 1999 roku). W zeszłym roku MVP został wybrany Tyreke Evans (26 pkt., 6zb., 5 ast.).

Pierwszymi szkoleniowcami Rookies i Sophomores zostają asystenci pierwszy trenerów, których zespoły mają najlepszy bilans przed Meczem gwiazd w obu konferencjach (podobnie jak w głównym ALL STAR GAME). Pomocnikami trenerów są obecni gracze NBA i byłe gwazdy ligi. W tym sezonie są to Amar'e Stoudemire i Carmelo Anthony oraz Kevin McHale i Steve Kerr.

Poniżej proponuję spojrzeć na skrót z meczu w 2010 roku. Warto oglądać te spotkania ponieważ zawsze jest w nich mnóstwo efektownych akcji, biegania i wielki ładunek energii.


 

wtorek, 01 lutego 2011

Strona hoopism.com udostępniła wspaniały przegląd wszystkich wsadów w Slam Dunk Contest od 1984 do 2010 roku. Możemy tam dowiedzieć się wszystko o punktacji danych dunków i przede wszystkim je zobaczyć. Gratka dla wszystkich kibiców NBA.

Wszystko można obejrzeć w tym miejscu.

Poniżej mój ulubiony bo związany z dzieciństwem dunk.

Pamiętny plakat z "Magic Basketball" z przebiegiem klatka po klatce wisiał nad moim biurkiem wśród wielu innych posterów tamtych lat. Eh co za czasy:)

22:45, gladysh1 , NBA
Link Dodaj komentarz »

John Wall (Washington Wizards) w Konferencji Wschodniej i Blake Griffin (Los Angeles Clippers) z Konferencji Zachodniej zostali wybrani najlepszymi Debiutantami Miesiąca w styczniu.

Wall notował dla Wziards średnio 13.9 punktów i 10.5 asyst w każdym meczu. Jako pierwszy debiutant w historii w dziesięciu kolejnych spotkaniach zaliczął przynajmniej 9 asyst. W styczniu rzodał w sumie 168 kończących podań co jest najlepszym wynikiem wśród rookies od 1988 roku i 172 asyst Marka Jacksona. Wall nie uchronił jednak "Czarodziei" od zaliczenia fatalnego bilansu 5-11.

Griffin był w pierwszym miesiącu 2011 roku najlepszym strzelcem wśród pierwszoroczniaków rzucając średnio 26 punktów i zbierając 13.4 piłek. Dodatkowo notuje średnio 4.4 asyst w meczu. Clippers zanotowali w poprzednim miesiącu bilans 9-5.

Obaj byli pewniakami do tej nagrody za styczeń. Jedynie Landy Fields (10.3 pkt., 6.4 zb., 1.2 prz., 56 % FG) i DeMarcus Cousins (17.2 pkt., 7.8 zb., 1.0 blk., 46% FG) mogli rywalizować z wyżej wymienionymi zaowdnikami. Cousins prawdopodobnie jeśli grałby na Wschodzie dostałby tę nagrodę ponieważ rozgrywał świetny miesiąc.

Z innych rookies warto wymienić tych, którzy ostatnio zaczęli się wyróżniać, a z racji potencjału trudno będzie im osiągnąć podobne wyniki do Griffina czy Walla. Moga stać się jednak bardzo przydatnymi zadaniowcami. Do składu Cavs wskoczył Christain Eyenga (7.7 pkt., 3.2 zb., 41.5% FG) i pokazał się jako całkiem przyzwoity jump shooter podobnie jak jego klubowy kolega Manny Harris (10 pkt., 4.3 zb., 2.3 ast., 41.6% FG).

10.9 punktów i 8.9 zbiórek średnio w styczniu notował debiutant z Detroit Greg Monroe. Pięć razy udało mu się zanotować double-double, wskoczył do pierwszej piątki czego efektem było zwiększenie czasu spędzanego na parkiecie do prawie 33 minut. Monroe niezwykle skutecznie walczy szczególnie na tablicach i w przyszłości może być bradzo wartościowym podkoszowym Detroit.

Paul George z Indiany zdobywał 9 punktów dla Pacers na początku roku przy 53% skuteczności z gry dając dużo energii z ławki.

Pamietać nalezy jeszcze o takich graczach jak Ed Davis (Raptors) czy o duecie Clippers Bledsoe-Aminu. Świetny mecz w barwach Knicks rozegrał w końcu Timofei Mozgov, a dla Wizards przyzwoicie rozgrywał były gracz Prokomu Sopot Mustafa Shakur. na swoim poziomie grają ciągle Gary Neal i Wes Johnson, a nieco zawodzą Derrick Favors (Nets) i Evan Turner (76ers), który czeka chyba na odejście z Philly Iguodali.


 

W poprzednim sezonie jako pierwszy zespół w NBA dobrnęli do granicy czterdziestu wygranych. Obecny sezon to ponownie przodownictwo jeśli chodzi o dotarcie do czterech dziesiątek, ale tym razem porażek. Cleveland Cavaliers są zespołem, który w ciągu zaledwie jednego sezonu spadli z niemal szczytów na zupełne dno. 21 porażek z rzędu, 29 w ostatnich 30 meczach. Brak perspektyw na poprawę w tym sezonie. Bilans 8-40. Na dokładkę minionej nocy polegli trzeci już raz w tym sezonie ze swoim niedawnym idolem. Na chwilę obecną najbardziej znienawidzonym sportowcem stanu Ohio. LeBron zdobył 24 punkty w wygranym przez Heat 117-90 spotkaniu.

Cavs stali się trzecim zespołem, który w ostatnich dwóch dekadach zakończył miesiąc rozgrywkowy bez wygranej rozgrywając przynajmniej 15 spotkań. "Kawalerzyści" zakończyli styczeń bilansem 0-16. Wcześniej "dokonali" tego tylko Magic (0-15, 12.1991) i Grizzlies (0-17, 03.1996) grający wtedy jeszcze w Vancouver.

Clippers wygrali 19. mecz w sezonie i mimo, że wiele im brakuje gonią playoffy. Blake Griffin zanotował 39. double-double w sezonie co juz chyba nikogo nie dziwi. Debiutant z Los Angeles jest prawdziwą maszyna do kolecjonowania DD i w dodatku robi to za każdym razem niezwykle efektownie czym coraz bardziej poddaje pod kontrole wytrzymałość naszych układów nerwowych czekających na tegoroczny Slam Dunk Contest. W poniedzialkowy wieczór Clippers pokonali Bucks 105-98 na własnym parkiecie, a Blake zanotował 32 punkty, 11 zbiórek i 6 asyst. Przyznam, że z każdym meczem coraz ciężej wyobrazić mi sobie ASG bez skrzydłowego LAC.

Dla gospodarzy jest to już dziewąte zwycięstwo we własnej hali z rzędu. Eric Gordon opuścił już czwarte spotkanie, ale bardzo udanie zastępuje go Randy Foye, który tym razem zakończył mecz z 20 punkatmi i 5 asystami. DeAndre Jordan natomiast zaskoczył swoimi popisami w ataku notując 16 punktów, natomiast w obronie zatrzymał pięć rzutów rywali.

Grizzlies po wygranej nad Magic 100-97 są pierwszy raz na plusie (25-24) od kiedy po trzech spotkaniach mieli bilans 2-1. W ostatnich sekundach szansy na wyrównanie nie wykorzystał Jason Richardson (18 pkt., 2-7 3PM) jenak jego rzut z dziewiątego metra trafił tylko w tablicę.

Mike Conley zanotował 26 punktów i 11 asyst. Pierwszy raz w jego karierze udało mu się przekroczyć granicę 20 "oczek" i 10 asyst w jednym meczu.

Magic oddali 32 rzuty za trzy trafiając tylko 8, Grizz próbowali tylko dziesięciokrotnie, a piłka cztery razy dziurawiła kosz.

Dwight Howard (25 pkt., 14 zb.) w styczniu "wykręcił" 24.9 pkt. i 14.7 zb., ale Orlando przegrało aż sześć spotkań z szesnastu.

Dla O.J.Mayo był to pierwszy z dziesięciu meczów, na które został zawieszony za użycie niedozwolonych środków wspomagających.

Jeszcze kilka tygodni wstecz wydawało się, że to spotkanie będzie piewszym Carmelo Anthony'ego przeciwko swojej byłej drużynie. Od tej pory zmieniło się jednak wiele i Melo dalej gra w barwach Nuggets, a w New Jersey już go nie za bardzo chcą. Spotkanie zakończyło się zwyciestwem Nets nad Nuggets 115-99 i kolejny raz okazało się jak życie bywa przewrotne. Zawodnik, który miał być gwiazdą Nets owszem zanotował niezły występ indywidualny (37 pkt., 12-22 FG, 9 zb.), ale koszykówka to gra zespołowa i lider Denver nie poradził sobie z poprowadzeniem teamu do wygranej. Devin Harris i Travis Outlaw jeszcze trzy tygodnie temu mogli uczestniczyć w wymianie za Melo i w związku z zamieszaniem transferowym nieco obniżyli loty. Po decyzji właściciela Nets Michaiła Prokhorova o rezygnacji ze skrzydłowego Nuggets wstąpiły w nich jakby nowe siły co pokazali w tym meczu. Harris rozdał 18 asyst co jest jego nowym rekordem kariery, a Outlaw zdobył 21 punktów.

Raptors notują już dwunasto meczową serię porażek i gonią w tej kategorii wspomnianych wyżej Cavs. Ich kolejnymi pogromcami okazali się Pacers (93-104) prowadzeni przez tymczasowego trenera Franka Vogela, który zastępuje zwolnionego niedawno Jima O'Briana.

Andrea Bargniani w poprzednim meczu z Wolves trafił 5 z 24 rzutów z gry, przeciwko Indianie 3 z 15. Jest jedynym obok Vince'a Cartera i Johna Terry'ego gracze, który w dwóch grach pod rząd oddając minimum 15 rzutów trafiał ze skutecznością poniżej 25%.

Julian Wright był jedynym zawodnikiem Raptors, który nie zdobył przynajmniej 10 punktów w tym meczu. Wright rzucił 7 "oczek", a reszta czyli Johnson 18, Weems 12, Bargniani 12, Calderon 13, DeRozan 10, Bayless 11 i Davis 13.

Pacers zebrali aż 56 piłek z tablic przy ledwie 38 Raptors.

Zdobywając 24 punkty i 11 zbiórek Roy Hibbert nawiązał do formy dzieki, której był uznawany na początku sezonu za kandydata do nagrody MIP.

 

TOP 10





poniedziałek, 31 stycznia 2011

LeBron James (Miami Heat) i Zach Randolph (Memphis Grizzlies) zostali wybrani Graczami Tygodnia w NBA za okres od 24 do 30 stycznia.

James poprowadził Miami w tym czasie do dwóch wygranych i jednej porażki. Heat wygrali mecze z Pistons i Thunder jedyną porażkę podopieczni Ericka Spoelstry zaliczyli w MSG z Knicks. LeBron w tych meczach notował średnio 28.6 punktów .

Randolph i Grizzlies w czterech meczach odnieśli trzy zwycięstwa i raz przegrali. Zespół z miasta Elvisa wygrywał kolejno z Raptors, 76ers i Wizards oraz przegrał z Nets. Środkowy Grizz zdobywał średnio 20.8 punktów i 15 zbiórek.

 

Suns wygrali z Hornets 104-102. Pokonali najlepszą obronę ligi, w meczu działo się trochę ciekawych rzeczy szczególnie w ostatniej kwarcie. Jeśli znajdę czas to postaram się później o nim trochę napisać, a teraz .......

25 punktów

11 zbiórek

2 bloki

9/10 FG

7/7 FT

24 minuty

Powyższe liczby przedstawiają dorobek Marcina Gortata w tym meczu. Nie ma tam żadnego błędu. Polak ponownie pobił swój rekord kariery w punktach. Mecz rozpoczął tradycyjnie już na ławce. W połowie pierwszej kwarty wszedł na parkiet zastępując Robina Lopeza i .... szybko popełnił dwa faule i wrócił do grona rezerwowych.

W drugiej kwarcie było nieco lepiej bo Marcin zdobył w niej cztery punkty i zebrał kilka piłek.

Druga połowa to koncert gry Gortata. W trzeciej kwarcie 11 punktów. W ostatniej odsłonie 10 "oczek" i dziewięć rzutów z gry trafionych z rzędu. Owacja na stojąco, wywiady i standardowo opanowanie na twarzy Marcina, ale i wielka radość.

Napiszę to już kolejny raz przy okazji rekordów MG 1+3, ale odkąd interesuje się NBA marzyłem o takich występach Polaków. Minęło 16 lat i mogę powiedzieć - jestem dumny z takiego reprezentanta naszego basketu na świecie. Dzięki Marcin mimo nieprzespanej kolejnej nocy:)

Poniżej dwa wywiady po meczu z Hornets.

Kibice w Arizonie chyba powoli zaczynają kochać MG 1+3.

Prezesem PZKosz został Grzegorz Bachański. Era Romana Ludwiczuka powoli mija, ale tak wpadło mi do głowy, że prawdziwym Prezesem polskiej koszykówki jest Marcin Gortat.

Boston Celtics (36-11) - Los Angeles Lakers (33-15) 109-96

Dzisiejszy mecz był pierwszym obu drużyn od pamiętnego Finału 2010 wygranego przez LAL w siedmiu meczach. Dodatkowego smaczku spotkaniu dodawała historia spotkań tych najbardziej utytułowanych zespołów NBA. Lakers przystąpili do meczu w koszulkach retro wzorowanych na tych z sezonu 71/72.

Lakers prowadzili do przerwy 54-50 po 22 punktach Kobe'go i jego świetnej grze. W drużynie Celtics Rajon Rondo zaliczył tylko jedną asystę, Shaq był zupełnie bezproduktywny i tylko faulował, a Gasol rozciął głowę Garnettowi i skrzydłowy Bostonu musiał udać się do szatni. Jedynie Paul Pierce (32 pkt., 11-18 FG) Od początku jednak gracze Doca Riversa posiadali przewagę pod tablicami co dziwi tym bardziej wiedząc o tym, że są oni najgorzej zbierającym teamem w NBA. Nie wspominając już o tym co zrobił na deskach w starciu z Celtics Polish Hammer.

Boston objął prowadzenie w meczu na 21 minut przed zakończeniem i nie oddał go już ani na chwilę. Dalej na równi z Bryantem trafiał Pierce, ale z tą różnicą, że Lakers pozostawili los w rękach swojego super snajpera (podczas meczu "Black Mamba" przekroczył granicę 27 000 punktów w karierze jako najmłodszy gracz), który nie był w stanie w pojedynkę utrzymać wygranej po stronie LAL. Kobe w całym meczu zdobył 41 punktów trafiając aż 16 z 29 rzutów. Bryant grał jednak sam zupełnie bez wsparcia kolegów, którzy pomagali mu tylko w tym, aby jak najczęściej mógł sam kończyć akcję. Stąd różnica w ilości asyst obu drużyn. "Jeziorowcy" zanotowali tylko 10 ostatnich podań podczas gdy C's mieli ich 34 z czego sam Rondo 16 (aż 15 w drugiej połowie).

Do gry po stronie przyjezdnych włączyli się jeszcze twardy jak skała w obronie KG (z plastrem na głowie, 18 pkt., 13 zb., 5 ast.) i trafiający z niebywałą skutecznością Ray Allen (21 pkt., 8-12 FG, 3-7 3PM). Właśnie, to z jaką częstotliwością piłka dziurawiła kosz po rzutach graczy z Bostonu było niesamowite. Celtics trafili w sumie aż 60.3% rzutów z gry (44-73) i 52.9% za trzy (9-17).

Zespół Phila Jacksona zawiódł zupełnie w grze pod koszami gdzie rywale potrafili zebrać 13 piłek więcej (30-43) mimo tego jak już wspomniałem, że ich łupem pada najmniej "tablic" w lidze. Zawiedli zupełnie Gasol (12 pkt., 7 zb., 5-13 FG) i Bynum 11 pkt., 6 zb.) przechodząc jakby obok meczu. Przez większość spotkania byli zupełnie niewidoczni i zbyt łatwo łapali faule na graczach Celtics. Oczekiwania względem wysokich LAL były zdecydowanie większe kiedy wiadomo było, że po stronie przeciwnika pod tablicami grać będą "Dziadek" Shaq (0 pkt., 6 zb., 5 fl., 13 min.) i wracający po kontuzji Perkins (2 pkt., 6 zb.). Ograniczyli się oni jednak do pomocy Bryantowi. Fenomenalnie na deskach zagrał Garnett i to głównie jemu drużyna zawdzięcza tą przewagę, a to spotkanie rozstrzygnęło się właśnie w pomalowanym skąd oba zespoły zdobyły w sumie 94 punkty.

Po "trójce" Kobe'go Lakers doszli jeszcze Celtics na 4 punkty (87-91), ale wtedy sprawy w swoje ręce wzięli Rondo i Garnett prowadząc zespół do wygranej. Bryant nie trafił dwóch-trzech rzutów w decydujących akcjach i gospodarze mogli zapomnieć o odrobieniu strat. Lakers przegrali 7 z 10 spotkań w tym sezonie kiedy ich najlepszy strzelec oddaje ponad 40% rzutów całej drużyny. Granie w izolacjach Kobe ma opanowane do perfekcji, ale musi byc odpowiednio dawkowane. Zbyt duże nastawienie się na ten rodzaj grania nie przynosi nic dobrego dla ekipy Jacka Nicholsona.


niedziela, 30 stycznia 2011

Przez dwa dni byłem odcięty od świata NBA z dostępem do internetu jedynie przez telefon, ale mecz C's - Suns naturalnie widziałem. Poniżej wrzucam skrót wyczynów Marcina. Dla niedoinformowanych Suns wygrali 88-71, a Gortat zanotował 19 punktów i 17 zbiórek. Oba wyniki są rekordami kariery Polaka. Jest to nowy rekord w ilości zdobytych punktów przez Marcina.


piątek, 28 stycznia 2011

Knicks i Heat. Tradycja pojedynków tych zespołów to jedne z wydarzeń, które najlepiej pamiętam z początków mojej fascynacji NBA. Wzajemne złośliwości, bójki, nieustępliwa walka i przede wszystkim dobra koszykówka. Charles Oakley, Zo Mourning, P.J. Brown, Pat Ewing. Ostatnimi czasy trudno było nawiązać do tych meczów głównie z powodu fatalnej gry Knicks. Dużo zmieniło się jednak w tym sezonie kiedy w Miami powstało "Big Three", a NYK stworzyli zespół mogący sporo namieszać w lidze.

Wczorajsze spotkanie ładunkiem emocjonalnym jeszcze nie dorównuje tym sprzed około dekady, ale pamietając o LeBronie, który miał trafić przecież do Big Apple i historii rywaizacji obu zespołów niebawem możemy liczyć na powrót świetności tych pojedynków. W rozegranym wczoraj meczu chyba tylko raz doszło do spięcia Amare i Juwana Howarda. Spike'owi Lee zapewne zapaliła się żarówka i przpomniały piękne lata. Kto wie, może w tegorocznych playoffs ponownie zobaczymy serię Heat-Knicks, a jest to o tyle prawdopodobne, że NYK zajmują pozycję numer 6 na Wschodzie, Heat natomiast trzecią.

 

Miami Heat (31-14) - New York Knicks (24-21) 88-93

 

Knicks wygrali drugi mecz z rzędu, a Heat polegli piąty raz w sześciu ostatnich pojedynkach. Dla gospodarzy była to pierwsza wygrana z Miami w tym sezonie po dwóch wcześniejszych porażkach.

Dla Heat ten mecz układał sie idealnie aż do ostatniej kwarty. Wychodzili na nią z dziewięcioma punktami przewagi, któreą wypracowali sobie w końcówce trzeciej ćwiartki.

Przez trzy pierwsze kwarty Heat byli prowadzeni przez Dwayne'a Wade, który w tym czasie trafił 14 z 15 rzutów z gry! Przyznam, że u gracza obwodowego chyba jeszcze czegoś podobnego nie widziałem nigdy. D-Wade w tym meczu grał w specjalnych okularach mających chronić go od nadmiernego oświetlenia, które wzmaga jego migreny uniemożliwiające mu grę.

Żeby nie było tak kolorowo w tym samym okresie LeBron James trafił tylko 4 z 18 rzutów i ewidentnie nie mógł nawiązać do swoich świetnych meczów, któe zazwyczaj rozgrywał w MSG. Jest on obecnie ze średnią 30.5 pkt/mecz najlepszym strzelcem w tej hali z aktywnych graczy.

Ostatnią część tego meczu Knicks rozpoczęli od osmiu punktów z rzędu i zmniejszyli prowadzenie Miami do zaledwie jednego punktu (73-72). Prowadzenie NYK odzyskali dopiero na 5:20 przed zakończeniem meczu po trójce Gallinariego (77-76). Przez niemal siedem minut gry Heat rzucili zaledwie 3 punkty co w dużej mierze "zawdzięczają: Wade'owi, który w ostatniej kwarcie spudłował wszystkie ze swoich siedmiu rzutów.

Po trafieniu LeBrona Heat odzyskali jeszcze prowadzenie na 1:30 przed końcem (84-83). Za chwilę jednak kolejny raz zza łuku trafił Gallinari 920 pkt., 5-15 FG), a w kolejnej akcji "trójkę" dołożył Landry Fields. Po takim ciosie Miami nie mogło się już podnieść. Ostatnią odsłonę Knicks wygrali 29-15.

Wade zanotował w sumie 34 punkty, 16 zbiórek i 5 asyst. Na jego postawę w tym meczu należy jednak patrzeć przez pryzmat fatalnej dyspozycji w ostatniej kwarcie. Ostatecznie Dwayne trafił 14 z 22 rzutów z gry (63.6%) i teraz uwaga .... 6 na 14 rzutów z linii (42.9%). Wade jest drugim graczem w ostatnich 18 latach, który miał ponad 60% skuteczności przy oddanych minimum 20 rzutach i zarazem poniżej 50% z osobistych przy conajmniej 10 rzutach. Kto był drugim? Tak zgadliście - Shaq "dokonał" tego 19 razy.

Miami zagrało kolejny mecz bez Chrisa Bosha. Jego miejsce w piątce zajął James Jones i trafił aż 5 "trójek". Mario Chalmers zastąpił w podstawowym składzie Carlosa Arroyo, który nie jest właściwie żadną pomocą dla gwiazd drużyny. Chalmers zdobył 7 punktów i zaliczył ledwie jedną asystę przez większość meczu mając problemy z konstruowaniem akcji.

Landy Fields zaliczył w tym spotkaniu 19 pkt., 13 zb (5 ofens.), 6 ast. WOW. To jeszcze rookie, a już gra na prawdę jakby był w tej lidze dobrych parę lat. Jego postawa w ostatniej kwarcie pokazała akie drzemia w nim możliwości i ile jest w stanie dać Knicks pozytywnej energii. 24 pkt., 8 zb., 4 ast., 2 prz. do dorobku Nowojorczyków dodał Amare Stoduemire. Byli to jedynie gracze D'Antoniego, którzy zanotowali ponad 50% skuteczności z gry.

Gospodarze trafili tylko 36% rzutów (30-83 FG), a i tak byli w stanie wygrać ten mecz. Był to trzeci najgorszyich najgorszy mecz pod wzgędem skutecznośći w tym sezonie. Nigdy jednak nie wygrali przy tak fatalnej dyspozycji rzutowej. Wygrali w tym sezonie z Pacers kiedy mieli 42.5 % i to najniższa wartość przy zwycięstwie. W PO jednak to nie przejdzie kiedy do zespołu Miami wróci jeszcze Bosh. Knicks przegrali walkę na tablicach (45-49) zdobyli mniej punktów z pomalowanego (36-40) i z szybkiego ataku (8-18). Rzadko się zdarza aby taki team wygrał ostatecznie mecz, a jednak NYK tego dokonali głównie dzięki postawie Gallo i Fieldsa w ostatniej odsłonie.



NBA ogłosiła ostateczne wyniki głosowania kibiców na pierwsze piątki Meczu Gwiazd 2011, który odbędzie się w Los Angeles 20 lutego.Najwięcej głosów otrzymał Kobe Bryant z Los Angeles Lakers - 2 380 016.

Pierwsze piątki:

WSCHÓD

Derrick Rose (Chicago Bulls)

Dwayne Wade (Miami Heat)

LeBron James (Miami Heat)

Amare Stoudemire (New York Knicks)

Dwight Howard (Orlando Magic)

 

 

ZACHÓD


Chris Paul (New Orleans Hornets)

Kobe Bryant (Los Angeles Lakers)

Carmelo Anthony (Denver Nuggets)

Kevin Durant (Oklahoma City Thunder)

Yao Ming (Houston Rockets)

 

Ostateczne wyniki:

Wschód

Obrońcy: Dwyane Wade (Mia) 2,048,175; Derrick Rose (Chi) 1,914,996; Rajon Rondo (Bos) 1,587,297; Ray Allen (Bos) 890,951; Raymond Felton (NYK) 397,301; John Wall (Was) 337,368; Gilbert Arenas (Orl) 312,903; Brandon Jennings (Mil) 301,225; Jamal Crawford (Atl) 246,130, Joe Johnson (Atl) 224,571.

Skrzydłowi: LeBron James (Mia) 2,053,011; Amar'e Stoudemire (NYK) 1,674,995; Kevin Garnett (Bos) 1,407,601; Paul Pierce (Bos) 804,838; Chris Bosh (Mia) 571,734; Carlos Boozer (Chi) 504,610; Danilo Gallinari (NYK) 390,658; Josh Smith (Atl) 387,843; Luol Deng (Chi) 291,118; Danny Granger (Ind) 279,522.

Środkowi: Dwight Howard (Orl) 2,099,204; Shaquille O'Neal (Bos) 906,284; Joakim Noah (Chi) 432,127; Andrew Bogut (Mil) 301,896; Al Horford (Atl) 287,083; Roy Hibbert (Ind) 250,614; Andrea Bargnani (Tor) 215,123; Brook Lopez (NJ) 166,844; JaVale McGee (Was) 146,474; Ben Wallace (Det) 113,443.

Zachód

Obrońcy: Kobe Bryant (LAL) 2,380,016; Chris Paul (NOH) 1,281,591; Manu Ginobili (SA) 748,840; Steve Nash (Pho) 718,934; Russell Westbrook (OKC) 660,244; Deron Williams (Utah) 657,806; Tony Parker (SA) 436,958; Jason Kidd (Dal) 394,793; Monta Ellis (GSW) 390,237; Vince Carter (Pho) 353,143.

Skrzydłowi: Kevin Durant (OKC) 1,736,728; Carmelo Anthony (Den) 1,299,849; Pau Gasol (LAL) 1,100,772; Blake Griffin (LAC) 1,033,646; Tim Duncan (SA) 839,599; Dirk Nowitzki (Dal) 785,120; Lamar Odom (LAL) 529,854; Kevin Love (Min) 492,173; Luis Scola (Hou) 411,576; Rudy Gay (Mem) 284,021.

Środkowi: Yao Ming (Hou) 1,146,426; Andrew Bynum (LAL) 974,546; Nene (Den) 599,048; Marc Gasol (Mem) 524,932; Emeka Okafor (NOH) 435,218; Brendan Haywood (Dal) 352,811; Marcus Camby (Por) 279,026; Chris Kaman (LAC) 196,268; Andris Biedrins (GSW) 175,547; DeMarcus Cousins (Sac) 152,976.

 

Kobe Bryant nie dość, że dostał najwięcej głosów to jeszcze został wybrany do piątki już 13. raz z rzędu. Tylko trzech graczy miało więcej wyborów pod rząd, a byi to Jerry West, Shaquille O'Neal i Karl Malone z czternastoma wyborami. Kobe gra w Meczach Gwiazd od 1998 roku kiedy to był najmłodszym w historii koszykarzem grającym w tym spotkaniu. Trzykrotnie był MVP meczu (2002, 2007, 2009).

Kontuzjowanego Yao Minga zastąpi gracz wybrany przez Davida Sterna i można się spodziewać w tym miejscu Andrew Bynuma lub Pau Gasola. Ja zastanowiłbym się aby na centrze umieścić Blake'a Griffina, który jest jakby naturalnym wyborem dzięki temu jak gra w tym sezonie.

Derrick Rose jest pierwszym graczem Bulls od czasów MJ-a wybranym do pierwszej piątki ASG. Amare Stoudemire natomiast dokonał tego samego co Rose, ale w Knicks tyle, że od czasów Pata Ewinga.

Do drugiego lutego trenerzy wszystkich ligowych drużyn wybiorą pozostałych 14 zawodników, którzy uzupełnią składy. Trzeba przyznać, że będa mieli twardy orzech do zgryzienia ponieważ na niekttórych pozycjach aż roi sie od potencjalnych gwiazd. Z samego Bostonu moglibyśmy powołać aż czterech zawodników (Garnett, Allen, Pierce, Rondo), a nawet pięciu pamiętając o idealnie pasującym do tej imprezy Shaqu. Wydaje się to całkiem możliwe ponieważ na wschodnim wybrzeżu nie ma takiego wysypu bogactwa jak po drugiej stronie Stanów.

Na zachodzie wśród samych skrzydłowych mamy Blake'a Griffina, Tima Duncana, Kevina Love'a, Dirka Nowitzkiego i Lamara Odoma. Trudno wyobrazić sobie to spotkanie bez, któregoś z wielkich rozgrywających czyli Nasha, Westbrooka, Derona Williamsa czy Parkera, a pamiętać należy o genialnym sezonie Manu Ginobiliego czy Monty Ellisa.

Wszystko wyjaśni się na początku lutego. Wtedy też dowiemy sie kto będzie trenerem drużyny Wschodu bo szkoleniowca Zachodu już poznaliśmy, a będzie nim oczywiście Greg Popovich.


 


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Gomaster