NBA
Blog > Komentarze do wpisu

Kolejne double-double Gortata, Suns gonią playoffs

Milwaukee Bucks (19-28) - Phoenix Suns (23-24) 77-92

Bucks przystąpili do meczu osłabieni brakiem kontuzjowanego Andrew Boguta oraz Drew Goodena. Po tych dwóch stratach można było się spodziewać, w którym miejscu parkietu Suns osiągną znaczącą przewagę. Już na początku drugiej kwarty "Słońca" miały 16 zdobytych punktów z "pomalowanego" przy żadnym Bucks. W całym meczu ta przewaga była wręcz przygniatająca 46-18. Połowę swich punktów Phoenix zdobyło właśnie spod kosza.

Zgodnie z oczekiwaniami gracze Bucks od pierwszej minuty meczu uciekali jak najdalej od "trumny". Ersan Ilyasova (15 pkt., 9 zb., 4 prz.) zagrał całkiem przyzwoity mecz jednak nie stanowił żadnego zagrożenia w low-post w ataku. Niewiele lepiej było w obronie. Jon Brockman czy Mbah a Moute tym bardziej nie mogli zmienić tej sytuacji.

Strefa podkoszowa była zarezerwowana tym razem dla Marcina Gortata (19 pkt., 11 zb., 8-13 FG, 2 blk.) i Channinga Frye (14 pkt., 13 zb., 3 blk.), który większość swoich punktów zdobył właśnie dzięki walce pod tablicami. Suns oczywiście wygrali walkę o zbiórki (54-39). Zastanawia tylko aż 14 "tablic" w ataku gości przy tylko 10 Suns.

Phoenix już do przerwy prowadziłi 52-31 i tak na prawdę nic nie mogło stanąć na przeszkodzie aby wygrali trzeci mecz z rzędu i zbliżali się systematycznie do ósmego miejsca na Zachodzie. W drugiej połowie Bucks przez chwilę zmniejszyli przewagę do 11 punktów, ale działo się to pod nieobecność na parkiecie Steve Nasha. Jego szybki powrót ponownie uspokoił sytuację na boisku i Suns dowieźli przewagę do końca. Kanadyjczyk w całym spotkaniu uzbierał 9 punktów, 13 asyst, 6 zbiórek, ale też i aż 9 strat. W pewnym momencie podczas trzeciej kwarty Nash miał problemy z kozłowaniem i co chwila piłka gdzieś mu odskakiwała. Jego siła polega jednak na tym, że w decydujących momentach jeśli nawet nie może zagrać partnerom dokładnej piłki sam trafia i nie pozwala rywalom dojść do głosu. Właśnie w tym meczu przekonaliśmy się o tym jak rządzi generał Steve.

Gortat standardowo pojawił się na parkiecie w połowie pierwszej kwarty i do jej zakończenia zdobył 6 punktów. Po pierwszej połowie na jego koncie widniało już 12 "oczek" i 6 zbiórek. W kolejnym już mecz widać świetne zrozumienie z Nashem. oczywiście przeciwko Bucks miałułatwione zadanie spowodowane brakiem Boguta, ale przecież w sporcie chodzi o wykorzystwanie przewag nad rywalami. Ostatnie trzy spotkania w wykonaniu Polaka to wysoka klasa i co chyba najważniejsze wpływ na poprawę defensywy zespołu z Arizony. 77, 71, 74 tyle punktów tracili Suns przeciwko Bucks, Celtics i Pistons. Po drodze zdarza się stracić 114 z Bobcats, ale gołym okiem można zauważyć progres w tej dziedzinie drużyny Gentry'ego.

W drugiej połowie Marcinowi gra szła nieco oporniej i dopiero w czwartej kwarcie ponownie się obudził i zdobył kilka punktów. W trzeciej kwarcie zablokował dwa rzuty Bucks pokazując kto rządzi obecnie pod koszami w Phoenix.

Ostatnie występy Polaka wyraźnie zwiększyły zainteresowanie jego wyczynami i w USA i w Polsce. Po meczach Suns przeglądając intenet trudno natrafić na stronę sportową gdzie na pierwszym planie nie widać Gortata. W Stanach komentatorzy bardzo często analizują grę naszego centra. Podczas dzisiejszej transmisji Łukasz Cegliński został poproszony o wywiad na antenie FOX Sports Arizona na temat Marcina. Możemy się tylko cieszyć ze wzrostu zaiteresowania koszykówką w Polsce.

Już w piątek czeka Marcina bardzo poważny sprawdzian. Mecz z Oklahoma City Thunder i nie tyle walka z będącym w fenomenalnej formie Kevinem Durantem, a z bestią podkoszową czyli Serge Ibaką. Póki co cieszmy się z piatego duble-double w ostatnich siedmiu meczach.

czwartek, 03 lutego 2011, gladysh1

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Gomaster